Podczas mojej przygody z testami samochodów nie miałem jeszcze okazji jeździć Lexusem. Dlatego bardzo się ucieszyłem kiedy koledzy z zaprzyjaźnionej wypożyczalni – EmigaCars – dali mi znać, że ich flotę zasilą samochody tej marki. Wiedziałem, że wreszcie uda mi się dorwać do testu samochód premium japońskiego producenta. Do pierwszego testu wybrałem Lexus RC 300, czyli coupe klasy średniej i bezpośredniego konkurenta np. Audi A5 czy BMW serii 4. EmigaCars oprócz RC ma jeszcze modele IS 300 i NX 300, które może też kiedyś porwę na małą randkę.

Pod maską Lexusa RC 300 kryje się 2-litrowy silnik turbo, który przekazuje moc 245 koni przez 8-biegowy automat na tylne koła. Mimo, że ten model jest na rynku już od 5 lat to nadal wygląda bardzo świeżo, a ostatnio nawet doczekał się liftingu. Testowany przeze mnie Lexus to jeszcze wersja przed kosmetycznymi zmianami.

Lexus RC300 wiele obiecuje swoim wyglądem. Bardzo ładny rysunek nadwozia, napompowane nadkola, agresywny “look” przodu z ogromnym grillem i dodatki z pakietu F-Sport sprawiają, że na ulicy ogląda się za nim więcej osób niż za Mercedesem klasy G. No dobra może trochę przesadziłem. Nadjeżdżające G63 słychać już z oddali trzech przecznic, więc za Mercem ogląda się każdy, ale Lexus RC przyciąga wzrok i to bardzo. Na zdjęciach nie ma tablicy rejestracyjnej z przodu i to dodało mu jeszcze parę punktów do agresywnego wyglądu. I jak mam być szczery to sportowe samochody jak Lexus RC 300 powinny mieć zezwolenie na brak przedniej rejestracji.

Nie jestem wielkim fanem czarnych samochodów, głównie przez to, że bardzo ciężko robi im się zdjęcia i… po myjni zawsze są widoczne zacieki, ale ten model w ciemnym kolorze wygląda naprawdę dobrze. No i w słońcu metaliczny lakier mieni się przepięknie. Super!

On the road.

Jeśli podjeżdżacie do świateł w RC 300, a obok Was stoją inni kierowcy w mocnych samochodach, to na 99% widząc Lexa włączy im się tryb wewnętrznego “Hołka” i będą chcieli się z Wami ścigać. Niestety, siedząc w Lexusie RC 300 trzeba w takim momencie udawać brak zainteresowania tym tematem, bo osiągi nie przystają do jego wyglądu. 7,5 sekundy do setki to poziom 190-konnego VW Passata w dieslu. Ten samochód to z wyglądu sportowiec, ale z charakteru ospałe gran turismo. Oczywiście mamy tutaj tryb Sport S i jeszcze mocniejszy Sport S+, które podbijają dźwięk silnika, wyostrzają reakcje pedału gazu i skrzyni biegów, utwardzają zawieszenie, ale RC 300 najlepszy jest w długich podróżach.

Za jego kierownicą zrobiłem ponad 1300 km w tym trasę Warszawa-Poznań-Warszawa z okazji poznańskiego MotorShow (moja relacja tutaj i tutaj) i Lexus RC 300 jeździ się naprawdę przyjemnie. Auto spokojnie rozwija prędkość i jest w stanie bez większego wysiłku lecieć wysokimi prędkościami pochłaniając kilometry i nie męcząc przy tym kierowcy. Mimo tylnego napędu samochód pokonuje zakręty jak przyklejony, a wyciszenie pozwala na komfortowe pokonywanie wielu kilometrów. Niestety musicie się liczyć w tym przypadku z dość wysokim spalaniem.

Na trasie do Poznania i z powrotem  (autostrada 90%, miasto 10%) średnia wyszła mi 13.5 l/100km. Co prawda leciałem dość żwawo ale dla porównania w BMW M2 z trasy Warszawa-Katowice-Warszawa, średnia wyniosła mi 11.6l. W mieście spalanie jest bardzo uzależnione od Waszego stylu jazdy. Jeśli przełączycie myślenie na tryb Eco to powinniście zobaczyć wynik ok 11 l/100 km, jeśli jeździcie normalnie to przygotujcie się na 12.5 litrów, a w przypadku ostrzejszej miejskiej zabawy niech nie zdziwi Was 15 wyświetlana przez komputer pokładowy. To naprawę sporo jak na 2 litrowy, niezbyt mocny silnik i to niestety największa wada RC.

Inside.

We wnętrzu RC 300 prezentuje typowy, znany od lat styl Lexusa. Nie jest to może szczyt smaku, ale ma swój urok, a co najważniejsze jest doskonale zmontowane (zero skrzypienia, nawet przy nacisku na poszczególne elementy – europejskie marki premium mogą się od Lexa uczyć). Podoba mi się to jak kokpit opina kierowcę. Wszystko jest pod ręką i naprawdę dobrze czułem się we wnętrzu RC’ka.

Świetnie prezentują się zegary w formie ekranu LCD z ruchomym pierścieniem, dedykowane dla wersji F-Sport, a nawiązujące do sportowego modelu LFA. Multimedia są czytelne, może nie najbardziej intuicyjne, ale łatwe do opanowania po chwili używania. Plus za to, że działają dość szybko. Ich początkowa “kosmiczna” animacja z logiem Lexusa wyłaniającym się z animowanych gwiazd dobrze podsumowuje charakter tego samochodu ;). Nawet gładzik do sterowania multimediami, którego obsługa na początku może wydawać się dziwna oceniam pozytywnie. Działa o niebo lepiej niż w Mitsubishi Eclipse Cross (test tutaj), który ma podobny patent.

Głośniki by Pioneer sprawdzają się całkiem nieźle ale jako fan genialnych nagłośnień ciekaw jestem jak gra audio sygnowane by Mark Levinson (17 głośników i moc 825W). No i fajnie, że w Lexusie nadal pozostawiono miejsce na płytę CD.

Zastrzeżenia mam jedynie do foteli, są bardzo wygodne i nie powodują bólu pleców przy dłuższej trasie, ale siedzisko jest trochę zbyt krótkie i aż prosiłoby się o regulowane podparcie ud. Dla mnie nie jest to może zbyt duży problem ale jeśli ktoś ma ponad 190 cm może odczuć mały dyskomfort. Chociaż to cecha właściwie wszystkich “japończyków”. Podobnie jak przywiązanie do tradycyjnych rozwiązań – przyciski do włączenia ogrzewania i wentylacji foteli czy klamki wraz z przesuwaną blokadą drzwi pamiętają lata 90. Jednak skoro działają i odpowiadają klientom to po co je zmieniać. I tak Japończycy zrezygnowali w ostatnich latach z typowego dla siebie zegarka elektronicznego na desce na rzecz tradycyjnego, co dla wielu klientów mogło być szokiem (porównywalnym do rezygnacji z odtwarzacza kaset, który w niektórych modelach Lexusa można było zamówić jeszcze w 2010 roku).

To jak?

Mam sentyment do japońskich marek takich jak Mitsubishi czy Subaru, ale nie da się ukryć, że od dłuższego czasu odchodzą one od tego co proponowały przez lata. Mitsubishi w Europie nie kusi już szalonym Lancerem Evo, mocnym Galantem V6 czy wszechstronnym Pajero Sport, ale oferuje miejskie, nudne SUVy i crossovery z silnikami o mocy, która wystarczy głównie do stania w korkach. Subaru podobnie, gdzie ten WRX, gdzie to STI… Lexus natomiast ma ciekawą i szeroką gamę modeli i pozostaje wierny filozofii tworzenia wygodnych, dobrze wykonanych samochodów i takie jest właśnie RC 300. Niestety trochę brakuje mu pazura.

Optymalne do tego samochodu byłoby wg mnie 3.5 V6 310 KM oferowane w USA w wersji RC 350, ale u nas macie tylko wybór między RC 300 i RC 300h (no i hardkorowym RC-F, ale to inna bajka) i w tym przypadku bezsprzecznie wybierzcie RC 300 bez h. Klasyczna wersja benzynowa jest szybsza i ma normalną, ośmiobiegową skrzynię automatyczną, a nie męczące CVT. Oczywiście, hybryda spali mniej, ale zapłacicie za nią 60 tysięcy złotych więcej, więc o ile nie robicie co tydzień trasy Warszawa-Berlin to ta kasa Wam się zbyt szybko nie zwróci..

Lexus RC 300 to naprawdę fajny samochód. Wygląda świetnie, jeździ nieźle. Pali trochę za dużo ale i tak czas spędzony za jego kierownicą będę wspominał bardzo dobrze. No i te spojrzenia… serio, ludzie oglądają się za RC’kiem cały czas i to jest nawet fajne!

PS: tak, da się zarzucić tyłem. Bez problemu ;)

Galeria x Lexus RC 300 F-Sport

Lexus RC 300 F-Sport
piękna linia nadwozianapęd na tył8-biegowa skrzyniawirtualne zegarywygodne fotelejapońskie wnętrzeanalogowy zegarek
średnie osiągiwysokie spalaniemało intuicyjne multimedia
72%Wynik ogólny
#carspotting_fame60%
#silnik68%
#skrzynia_biegów76%
#prowadzenie75%
#fun70%
#wygląd82%
Ocena czytelników 5 Głosów
88%