W Moto Weeku nr 32 dla każdego coś miłego :). Jest Mustang w automacie, Mustang w manualu, Maserati, Ferrari i… Subaru. A poprzednie Moto Weeki tutaj.

Mocne Mustangi na SEMA

Na zakończonych niedawno targach SEMA moją uwagę zwróciły dwa szalone Mustangi. Pierwszy to Shelby GT500 Dragon Snake. W wersji na 2020 rok wspomagany kompresorem silnik 5.2 V8 udało się rozkręcić aż do 800 koni, co daje czas 0-60 mph (0-96 km/h) na poziomie 3.3 sek. Zważając na tak szalone statsy ogromny tylny spoiler wydaje się jak najbardziej usprawiedliwony. Co ciekawe, Dragon Snake wyposażony jest w skrzynię automatyczną, oczywiście odpowiednio zmodyfikowaną, aby wytrzymała taką moc.

Jeśli wolicie manual to Mustang Jack Roush Edition jest dla propozycją dla Was. Moc to „tylko” 775 koni, ale klimat prawdziwego, oldskulowego muscle cara zapewne bezcenny :).

Subaru Levorg V-Sport

Subaru Levorg to bardzo fajne kombi, niestety od pewnego czasu niedostępne już w Europie ze względu na normy WLTP, których „mocarne” ;) 1.6 turbo o mocy 170 koni, sprężone z CVT najwyraźniej nie spełniało.

Levorg ma się jednak dobrze w Japonii, gdzie dostępny jest silnik 2.0 turbo o mocy 300 koni, a teraz, kiedy produkcja aktualnej generacji tego modelu zbliża się do końca, Subaru proponuje jego specjalną wersję z oznaczeniem V-Sport.

Ma ona w standardzie czarne 18-calowe felgi, czarne emblematy i lusterka oraz elementy wykończeniowe w fortepianowej czerni, a „pod spodem” zawieszenie od Bilsteina. Takim Levorgiem z chęcią bym pośmigał, pomimo CVT. Cena to 3,150,000 jenów, czyli trochę ponad 110 tysięcy złotych. U nas za tyle kupcie co najwyżej Subaru XV ze 114-konnym silnikiem 1.6 NA.

Pożegnanie z Maserati GranTurismo

Maserati GranTurismo jest już z nami na rynku od 12 lat. Choć na zewnątrz jest według mnie ponadczasowe, to jeśli chodzi o wnętrze czy osiągi już mocno odstaje od dzisiejszych standardów. Włoski producent też zdaje sobie z tego sprawę i zdecydował się na zakończenie produkcji tego modelu (oraz jego wersji bez dachu – GranCabrio). Ostatnią wyprodukowaną sztuką jest GranTurismo Zéda z wielokolorowym lakierem, który od niebieskiego przechodzi aż do białego.

Mi się podoba, choć pewnie niektórzy złośliwi stwierdzą, że wygląda to jakby w pewnym momencie w fabryce zabrakło właściwego lakieru i został sam podkład… :). Wg Maserati wygląd ostatniego w historii GranTurismo symbolizuje zmiany, jakie zachodzą we włoskiej marce – w tym planowane przejście do technologii hybrydowej i elektrycznej.

Ferrari Roma

Jeśli szkoda Wam Maserati GranTurismo to na szczeście wczoraj Ferrari pokazało świeżutki model Roma z silnikiem 3.8 V8 twinturbo o mocy 620 koni. Setka w 3.4 sek.

Z zewnątrz uwagę zwraca design przypominający bardziej Astona Martina niż Ferrari (choć wg producenta nawiązuje on do modeli z lat 60), w środku z kolei konkretny zestaw ekranów – jest nawet taki dla pasażera gdyby przypadkiem nudził się podczas podróży tym potworem.