Pamiętacie czasy, gdy seryjne samochody o mocy powyżej 400 koni mechanicznych wydawały się abstrakcją? Kiedy 400 konne BMW M5 E39 z V8 budziło respekt i dreszczyk? Cóż, napisałbym „kiedyś to było” ale witajcie w 2025 roku, gdzie Mercedes postanowił się trochę zabawić. Inżynierowie z Affalterbach podczas pewnego lunchu siedząc nad Brätwurstem stwierdzili hmmm… a co by się stało jakbyśmy wzięli nasza niepokorną bestię z oznaczeniem AMG GT 63 S i dodali do niej trochę dodatkowyj mocy z silnika elektrycznego? Odpowiedzią jest samochód, którego nazwa jest tak długa, że zanim ją wypowiesz, już przekroczysz dozwoloną prędkość. Mercedes-AMG GT 63 S E-Performance 4matic+.
816 KM i 1470 Nm. To nie są liczby z gry komputerowej. To nie jest pomyłka w arkuszu Excela. To jest realna ilość mocy, którą niemieccy inżynierowie uznali za „wystarczającą do codziennej jazdy”, bo przecież 585 koni w zwykłym 63 S to zdecydowanie za skromnie jak na GT.
Czy tak jest w rzeczywistości? Zobaczę bo własnie dostałem kluczyk do tego dwudrzwiowego coupé, które kosztuje tyle, co przyzwoite mieszkanie na Mokotowie. Pierwsze pytanie jakie zrodziło się w mojej głowie to: czy ludzkość naprawdę potrzebowała auta, które przyspiesza do setki szybciej niż większość z nas zdąży powiedzieć „E-Performance”?
Look.
Mercedes-AMG GT 63 S E-Performance wygląda jak diler giełdowy, który w weekendy biega ultra-maratony i ma całe ciało pokryte tatuażami niczym gangster z Yakuzy, ale wie o tym tylko jego terapeuta. Z klasą ale agresywnie. Z przodu mamy grill zwany kiedyś Panamericana – charakterystyczny dla AMG – który przypomina szczękę rekina tuż przed atakiem. Reflektory LED patrzą na świat z mieszanką pogardy i obietnicą przemocy.
Linia nadwozia to esencja słowa „coupe”. Proporcje są idealne – długa maska, kabina cofnięta do tyłu, opadająca linia dachu. Otwierany spoiler, który w przeciwieństwie do tego montowanego na stałe (jest taka opcja – jeśli obserwujecie moje insta to był taki spoiler w GT 43, które testowałem) nie jest tak oscentacyjny. Ale nawet bez wysuniętego spoilera auto wygląda szybko nawet jak stoi w korku na Alejach Jerozolimskich.
Z tyłu? Cztery kanciaste końcówki układu wydechowego i dyfuzor, który wygląda jakby projektował go ktoś, kto za bardzo uwierzył w film „Szybcy i wściekli”. Ale wiecie co? Ten wygląd po prostu mu pasuje. Ah, no i nie można zapomienieć najważniejszej rzeczy. Na tylnym zderzaku Mercedes wpasował klapkę do ładowania. Po tym bardzo łatwo rozpoznać wersję sygnowane dopiskiem E-Performance.
Testowy egzemplarz był w kolorze czerwieni rubelitu z palety MANUFAKTUR za ok 22 000 PLN. Wygląda świetnie chociaż ja postawiłbym chyba na ciemniejszy odcień, czyli fiolet zorzy polarnej za 56 000 PLN, który by genialnie pasował do felg zamontowanych na samochodzie. 21″ kute obręcze AMG w ciemnym złotym kolorze, pochodzące również z gamy MANUFAKTUR. Nie są tanie bo wymagają dopłąty kolejnych 22 162 PLN ale zdecydowanie warto sięgnąć do kieszeni. Robi się naprawdę grubo, a to nie koniec bo za felgami siedzi ceramiczny układ chamulcowy z tarczami większymi niż pizza w Twojej kolkalnej pizzerii.
Wsiadam do środka i… wow. To nie jest wnętrze samochodu. To jest stanowisko dowodzenia misją kosmiczną. Dwa 12,3-calowe ekrany łączą się w jeden panoramiczny wyświetlacz, pokazując więcej informacji niż jestem w stanie przetworzyć. Jest tam prędkość, obroty, temperatura oleju, poziom naładowania baterii, mapa, multimedia, ustawienia zawieszenia i prawdopodobnie także przepis na Schwarzwälder Kirschtorte – choć tego nie sprawdziłem.
Fotele? Kubełkowe, obszyte nappą i alcantarą, z takim bocznym podparciem, że czujesz się jak astronauta przed startem. Podgrzewane, wentylowane, z masażem. Bo przecież po przyspieszeniu od 0 do 100 km/h w 2,8 sekundy możesz potrzebować relaksującego SPA dla swoich pleców.
Jakość wykonania? Co tu dużo pisać. GT to taki Mercedes klasy S z wkurzoną twarzą. Wszystko pasuje idealnie, żadnych skrzypów, żadnych tandetnych plastików. Nawet guziki mają ten satysfakcjonujący „klik”. To wnętrze mówi: „Kosztowałem fortunę i oboje o tym wiemy, ale oboje tego nie żałujemy”.
Drive.
Dobrze, czas na szczegóły techniczne, przy których nerdzi motoryzacyjni dostaną palpitacji serca. Pod maską Mercedes-AMG GT 63 S E-Performance mamy 4-litrowy V8 twin-turbo o mocy 612 KM. To już samo w sobie wystarczyłoby, żeby zrobić wrażenie na każdym spotkaniu absolwentów. Ale AMG stwierdziło: „Wiecie co? Dodajmy jeszcze silnik elektryczny o mocy 204 koni na tylną oś. Będzie śmiesznie!”.
Łącznie: 816 KM (600 kW) i 1420 Nm. Dla porównania Ferrari 488 GTB ma 670 koni i sprint do setki gorszy o 0.1s.
Bateria ma pojemność 6,1 kWh (niewielka jak na elektryka, ale to nie jest Nissan Leaf) i pozwala przejechać około 12 km na samym prądzie. Tak, dobrze przeczytaliście – dwanaście kilometrów. To dystans, który możecie przejść spacerkiem. Ale hej, jak mieszkacie blisko pracy to obrócicie w dwie strony bez odpalania V8!
Napęd? Oczywiście na wszystkie koła – 4MATIC+. Moc rozprowadzana jest w sposób inteligentny. Całość tej układanki świetnie współpracuje z automatyczną skrzynia biegów to 9-stopniowy automat AMG Speedshift MCT.
No dobra. Na papierze wygląda to świetnie, ale jak jest podczas jazdy?
Ha. Tak samo jak na papierze. Czyl genialnie! Wciśnięcie gazu w AMG GT 63 S E-Performance to doświadczenie, które wymaga krótkiego briefingu psychologicznego. Pierwsza próba: tryb Comfort, rozgrzewam silnik, pedał gazu delikatnie, jak przy pierwszej randce.
A potem włączam tryb Race.
I wciskam gaz.
I…
Oooo. Matko. Boska.
To nie jest przyspieszenie. To jest teleportacja. To jest naruszenie praw fizyki. To jest moment, w którym twoja świadomość zostaje dwa metry za ciałem, a żołądek gdzieś na wysokości tylnego skrzydła. 2,8 sekundy do setki to liczba, która nic nie mówi, dopóki tego nie doświadczysz. To jest przyspieszenie, które wypycha powietrze z płuc, które sprawia, że widzenie tunelowe staje się rzeczywistością.
Dźwięk? V8 ryczy jak rozwścieczona bestia, z dodatkiem futurystycznego świstu silnika elektrycznego. To symfonia, która sprawiłaby, że Beethoven gdyby żył rozważyłby zmianę zawodu na speca od dźwieku wydechu. Wszysc chyba kochamy V8, co nie? To niesubtelne, wulgarne, po prostu przepiękne.
Prowadzenie? Dla auta ważącego prawie 2,3 tony, jest… niepokojąco zwinne. Tylna oś skrętna pomaga w zakrętach, zawieszenie adaptacyjne trzyma nadwozie płasko jak naleśnik, a hamulce ceramiczne zatrzymują tę bestię z mocą grawitacyjną. Może nie jest tak responsywne podczas jazdy jak tylnonapędowe GT 43 ale ma dużo innych zalet.
Ale największym zaskoczeniem jest to, jak cywilizowane potrafi być to auto. W trybie Comfort, z zawieszeniem w ustawieniu „miękkim” i skrzynią w trybie automatycznym, AMG GT 63 S E-Performance zachowuje się jak… normalny Mercedes. Ciche, komfortowe, spokojne. Możesz nim jechać do ulubionego sklepu jak każdym zwykłym samochodem.
W sumie jest aż osiem programów jazdy AMG DYNAMIC SELECT: Electric, Battery Hold, Comfort, Slippery, Sport, Sport+, RACE i Individual. Możecie wybrać ten, który w danej chwili jest Wam najbardziej potrzebny.
Mercedes oficjalnie podaje 8,9 l/100 km plus 12,6 kWh/100 km. To oczywiście wartość według cyklu WLTP, który został najwyraźniej przeprowadzony przez osobę prowadzącą auto w trybie EV, na spadkach, z wiatrem w plecy, podczas nowiu księżyca.
W rzeczywistości?
Spokojnie w mieście: 16-18 l/100 km Autostrada: 13-14 l/100 km Dynamicznie: Nie pytaj. Naprawdę, nie pytaj. Ale nie ma to znaczenia. Auto daje tyle frajdy, że każdy litr przepalałem z uśmiechem.
Price?
No i tutaj sytuacja zaczyna się komplikować. Cennik modelu Mercedes-AMG GT Coupe startuje od 635 000 zł. Za tą kwotę otrzymacie model z oznaczeniem 43, czyli samochód z silnikiem 2.0 pod maską. Jeśli macie więcej pieniędzy w kieszeni to możecie kupić wersję 55, która startuje od 908 500 zł, albo 63, której cennik rozpoczyna się od 1 032 000 zł. Jeśli to nadal dla Was za mało to możecie ruszyć po 63 PRO, które wymaga zapłacenia 1 144 200 zł. Wersja 63 S E Performance jest jeszcze droższa. Cennik tej wersji startuje od 1 156 500 zł. A z ciekawszych opcji możecie do niego dołożyć:
– pakiet aerodynamiczny AMG – 16 981 zł
– pakiet AMG carbon – 24 753 zł
– pakiet MANUFAKTUR – 56 125 zł
– pakiet premium wnętrze – 25 846 zł
– lakier MANUFAKTUR – 56 988 zł
– felgi 21″ – 22 162 zł
– oklejenie AMG – 9498 zł
– fotele high-end – 8174 zł
– wykończenie wnętrza z karbonu – 13 240 zł
– podsufitka MANUFAKTUR z mikrofibry – 6908 zł
– system audio Burmester high-end 3D surround – 21 356 zł
– pakiet asystenta jazdy plus – 13 988 zł
– układ podnoszenia przedniej osi – 10 362 zł
Można poszaleć i skończyć z sumą w okolicach 1.5 miliona złotych.
Podsumowanie
Mercedes-AMG GT 63 S E-Performance to dowód na to, że świat jeszcze nie oszalał całkowicie w kierunku elektryfikacji i ekonomii. To jest auto, które mówi: „Tak, wiem, że jest globalne ocieplenie, ale proszę, posłuchajcie tego V8!”
816 KM to absurd. To jest nielogiczne. To jest przesada. Ale czy takiego Mercedesa potrzebujemy? Och, zdecydowanie tak.
To jest samochód dla osoby, która chce wszystkiego: mocy, prestiżu, komfortu i możliwości wjechania do strefy czystego transportu, choćby na 12 kilometrów. To jest samochód, który nie przeprasza za to, czym jest.
Mercedes-AMG GT 63 S E-Performance to szalony, ekstrawagancki, przesadzony i absurdalnie szybki samochód.
I właśnie dlatego go uwielbiam.



































