Mercedes GLS to flagowy SUV niemieckiego producenta. Przy ponad 5,1 metra długości to odpowiednik limuzyny klasy S. Do niedawna jego jedynym konkurentem na naszym rynku był Range Rover (i to w wersji przedłużanej bo od zwykłego Range’a nasz GLS jest o blisko 15 cm dłuższy), ale kilka miesięcy temu BMW zaprezentowało nowy model – X7, który po wejściu na rynek stanie się bezpośrednim rywalem Mercedes-Benz GLS 500. Patrząc jeszcze “wyżej” w kierunku marek luksusowych mamy też Bentleya Bentaygę, ale pod względem finansowym to zupełnie inna liga.
Klasa GLS pojawiła się na rynku w 2016 roku, ale to tak naprawdę lifting drugiej generacji modelu GL, który jest już z nami od 5 lat. Wiekowość modelu czuć we wnętrzu, ale muszę przyznać, że lubię ten klasyczny styl Mercedesa. O ile w przypadku klasy A poprzedniej generacji miałem wrażenie, że trochę oszczędzano na plastikach, tu wszystkie elementy są naprawdę najwyższej jakości.
Wiadomo – bardzo duża ilość przycisków, mały ekran między zegarami czy stary system Comand Online mogą nie spodobać się tym, którzy są przyzwyczajeni do tabletów rodem z Volvo, ale uczciwie rzecz biorąc trudno się tutaj do czegokolwiek przyczepić. No może poza tymi diodowymi wskazaniami czujników parkowania na środku deski rozdzielczej i z tyłu w podsufitce, ale to też ma swój urok.
Nie tylko wnętrze jest klasyczne. Pod maską nie mamy wyżyłowanej 2 litrówki (wielki Range Rover 4 generacji już taką ma w wersji hybrydowej), ale porządne V8 twinturbo o pojemności 4.7 litra. Silnik rozwija moc 455 koni i w połączeniu z 9-biegowym automatem i napędem na cztery koła pozwala się rozpędzić temu ważącemu 2.5 tony mastodontowi do setki w 5.3 sekundy. Jest naprawdę sensowny czas, patrząc na gabaryty GLS’a.
Podróżowanie największym SUV’em ze znaczkiem Benz’a jest bardzo komfortowe. Mimo dużego i mocnego silnika przebiega w ciszy odpowiedniej dla samochodu tego segmentu. Uczucie zdziwienia, kiedy na prędkościomierzu jest 160 km/h, a wydaje się Wam, że jedziecie co najwyżej 100 – bezcenne. Na autostradzie słychać trochę opływające nadwozie powietrze, ale i tak jest to poziom, który w samochodzie klasy popularnej występuje już podczas jazdy ze znacznie mniejszymi prędkościami.
Dzięki porządnej mocy i pojemności silnikowi nigdy nie brakuje pary, co jest np. odczuwalne w Audi Q7 z silnikiem 3.0 TDI, które co prawda do setki jest całkiem szybkie, ale potem czujecie się jakbyście ciągnęli z tyłu przyczepę. W Mercedes-Benz GLS 500 nawet na niemieckiej autostradzie nie będziecie odstawać od peletonu szybkich hothaczy i limuzyn.
Oczywiście kierowca czuje, że jedzie samochodem który z kompletem pasażerów (może być nawet 7 osób na pokładzie) i ich bagaży spokojnie przekracza 3 tony, ale przy tym jak prowadziła się np. poprzednia generacja Mercedesa klasy G tutaj jest niemal jak w gokarcie :). Samochód nie przechyla się zbyt gwałtownie i dobrze reaguje na ruchy kierownicą.
Dziewięciobiegowa skrzynia biegów działa bardzo sprawnie. Przełożenia wskakują szybko i są dobierane adekwatnie do sytuacji. Kickdown o kilka biegów również odbywa się błyskawicznie. Jedyna wada tej konstrukcji to bardzo długie uruchamianie skrajnych przełożeń na postoju np. podczas manewru zawracania w ciasnym miejscu, gdzie kilkukrotnie trzeba przerzucić z Reverse na Drive i odwrotnie. Trwa to zdecydowanie za długo i jest lekko irytujące jeśli musimy wykonać manewr szybko.
Jeśli chodzi o zużycie benzyny to Mercedes-Benz GLS 500 spali tyle ile mu nalejecie – co prawda podziałka chwilowego spalania kończy się na 30 litrach, ale to tylko dla zapewnienia spokoju ducha kierowcy. Przy dynamicznej jeździe średnie spalanie na poziomie 25 litrów na 100 km nie jest niczym niezwykłym. Na pokładzie Mercedes-Benz GLS 500 jest oczywiście system Start/Stop, którego jednym z zadań ma być zmniejszanie spalania, ale nie oszukujmy się, w mocnych silnikach z dużą pojemnością jest to całkowicie zbędny gadżet. Dodatkowo jeśli wyłączymy to ustrojstwo to musimy pamiętać, że po przełączeniu trybu jazdy np. na Sport, czy Comfort, system ponownie się uzbroi. Po prostu trzeba się przyzwyczaić, że po każdej zmianie trybu jazdy trzeba wyłączyć Start/Stop. No chyba, że lubicie jak co chwile samochód się włącza i wyłącza… w takim przypadku luzik.
Podróż umilają bardzo wygodne, regulowane w wielu zakresach wentylowane i podgrzewane fotele (jest też oczywiście masaż) oraz całkiem niezłe audio Harman&Kardon. Nie jest to poziom Burmestera z nowszych modelowo Mercedesów, ale brzmienie tych głośników jest całkiem satysfakcjonujące. Bardziej wymagający mogą zainwestować 23 429 zł w wypasione audio Bang&Olufsen BeoSound.
Mercedes GLS to nie tylko połykacz autostrad, ale też całkiem sprawny off-roader. Pneumatyczne zawieszenie pozwala zwiększyć prześwit aż do 27.6 cm co spokojnie umożliwia “zabawę” nawet w wymagającym terenie. Szkoda tylko tych dużych, 21 calowych felg…
Ile to kosztuje? Wiadomo, że Mercedesy “to nie są tanie rzeczy”, a tutaj wchodzimy na poziom odpowiedni dla klasy wyższej – Mercedes-Benz GLS 500 startuje od 496 500 zł, a jeśli chcecie go doposażyć np. w pakiet AMG, wnętrze designo Exclusive i kilka pomniejszych rzeczy typu Command Online, pakiet asystentów, domykanie drzwi, keyless itd to spokojnie dojdziecie do 600 tys. złotych.
Dla porównania, słabsze BMW X7 40i z 3 litrowym R6 o mocy 340 koni startuje od 402 tysięcy. Z kolei Range Rover Vogue z hybrydowym 2.0 R4 i mocą 404 koni to wydatek 556 tysięcy. Zarówno nowe X7 jak i Range to bardziej “komputery” na kołach, natomiast w przypadku Mercedesa GLS mamy do czynienia z samochodem ze “starej szkoły”. I mi się to bardzo spodobało, ale jednocześnie z niecierpliwością czekam na nową generację, która doda świeżości największemu SUV’owi z rodziny Mercedes-Benz.

































