Range Rover to samochód, który sprawia, że wsiadając za jego kierownicę czujesz się jak James Bond, nawet jeśli jedyne, co robiłeś ostatnio szpiegowskiego, to podglądanie przez uchyloną firankę sąsiada i sprawdzanie czy odpowiednio segreguje śmieci i wyrzuca je do właściwych pojemników. Nie oszukujmy się, szpiegiem nie zostaniesz nawet z tak genialnym instynktem lokalnego obserwatora, ale mając na podjeździe Range Rovera możesz codziennie obcować z brytyjską motoryzacją. Żeby poczuć ten brytyjski klimat tym razem na test zabrałem  razem na test zabrałem Range Rover Velar P400. Nie jest to ani najszybszy Velar w ofercie, ani najbardziej ekonomiczny. Nie jest to również ociężała hybryda plug-in, ani oldschoolowy diesel. P400 to klasyczna benzynówka delikatnie wspierana miękką hybrydą, ale co najważniejsze ma sześć cylindrów, więc na papierze brzmi to całkiem nieźle.

Samochód Range Rover Velar P400

Look.

Projektanci Velara najwyraźnie wierzą w filozofię „mniej znaczy więcej”, ale jednocześnie mają w swoich sercach i na końcu rozumu hasło „więcej kosztuje więcej”. Efekt? Auto, które wygląda minimalistycznie ale jednocześnie cały czas przepełnione jest stylem, szykiem i pewną dozą futurystycznej równowagi.

Przednia część zachwyca swoją prostotą – tak długo, aż zdasz sobie sprawę, że za te „proste” reflektory LED zapłaciłeś prawdopodobnie więcej niż za całe oświetlenie swojego domu. Linia boczna płynie jak rzeka przez angielską wieś – elegancko, z wyczuciem, ale czasem zastanawiasz się, czy projektant nie zasnął nad rysunkiem i przebudził się dopiero przy tylnych lampach. Nie ma przetłoczeń, nie ma agresywnych linii. Nie ma nawet klamek, które chowają się w drzwiach. Jest prosto i szykownie. Mi się to bardzo podoba i zdecydowanie pasuje do pozycjonowania Range Rovera na mapie wyższej klasy premium.

Samochód, który testowałem pomalowany był w kolorze Santorini Black, czyli taki klasyczny lakier metalik. Wymaga dopłaty 5030 PLN. Wygląda całkiem nieźle i fajnie kontrastuje z miedzianymi wstawkami, jednak ja w swoim Velarze wybrałbym zupełnie inny odcień. Postawiłbym albo na odcień Gila Green w tej samej cenie i dorzuciłbym czarny dach za 5920 zł, albo wybrałbym lakier z palety premium o nazwie Carpathian Grey. Koszt tego lakieru to 10 290 zł. Oczywiście w kwestii lakierów można też pójść zdecydowanie grubiej. Koszt większości lakierów z palety Glossy np. Verlocity Blue to wydatek 29 560 zł poza Icy White, który kosztuje 44 700 zł ale… to i tak nie najdroższy opcja. Jeśli chcielibyście mieć lakier wykończony satynowo to musicie przeznaczyć na to 48 180 zł lub w kolorze Icy White… 63 310 zł. Ale to jeszcze nie jest najdroższa opcja. Według cennika możecie mieć jeszcze lakier indywidualny SVO z wykończeniem Gloss albo Satin ale jego cena jest do indywidualnego ustalenia podczas składania zamówienia. Ile kosztuje? Nie mam pojęcia…

Jeśli chodzi o felgi to podobnie jak w testowanym egzemplarzu postawiłbym na 21″ czarne obręcze, które wymagają dopłaty 8880 zł. Dal fanów dużych kół są jeszcze 22″ felgi. Koszt takiej ekstrawagancji to 14 810 zł lub 17 720 zł w zależności od wzoru. Co ciekawe auto wyjeżdża na 20″ kołach ale możecie również zdecydować się na 19″ ale to wymaga dopłaty 2160 zł.

Wsiadając do Velara, odnosisz wrażenie, że trafiłeś do pierwszej klasy pojazdu zaprojektowanego przez kogoś, kto ma wyrafinowany gust i pokaźny budżet. Wszystkie materiały są najwyższej jakości. Elementy spasowane są naprawdę bardzo dobrze i trudno się do czegoś przyczepić. Mój egzemplarz wyposażony był w pakiet wnętrza, który w specyfikacji brzmi: „Siedzenia ze skóry Windsor w kolorze Cloud/Ebony z wnętrzem Cloud/Ebony, podsufitką Morzine Light Oyster oraz z pakietem skórzanym”. Brzmi drogo ale taki zestaw to w konfiguratroze koszt raptem 1130 zł. Do tego dochodzą elementy wykończenia wnętrza w kolorze Shadow Grey Ash, a to wydatek 2440 zł. Standardowo wnętrze wykończone jest w kolorze Black Brushed Aluminium.

Centralnym punktem deski rozdzielczej jest duży bo 11.4″ ekran multimedialny wyposażony w system Pivi Pro. Ogólnie bardzo lubię multimedia w grupie Land Rover. Uważam, że pod względem graficznym i designu są wykonane fantastycznie. Poprawić przydałoby się nieco usability bo znajdowanie niektórych opcji jest mało intuicyjne. To ważne, szczególnie, że nie ma fizycznych przycisków, więc większość czynności od zmiany temperatury, po włączenie radia, wymaga klikania po ekranie. Na szczęście po kilku dniach spędzonych w Range Rover Velar można się przyzwyczaić do układu systemu inforozrywki.

Oczywiście na pokładzie jest cała masa udogodnień. Są systemy bezpieczeństwa, kamery 360, czujniki parkowania, bezprzewodowe ładowanie telefonu, systemy wspomagające kierowcę, 12,3″ ekran zamiast klasycznych zegarów, który możemy konfigurować według własnych potrzeb i świetne nagłośnienie firmy Meridian. Audio o nazwie Meridian 3D Surround jest naprawdę bardzo dobre. 17 głośników. 750 W mocy. Koszt tej przyjemności to 5690 zł.

Fotele w wersji Dynamic HSE są bardzo wygodne. Bardziej kanapowe niż sportowe, ale taki jest styl tej wersji i modelu. Ma być ciepło, przyjaźnie i komfortowo. Podgrzewane, chłodzone, masujące i chętnie wstawiłbym je do domu zamiast mojego zestawu mebli w salonie.

PS: Klamki schowane w drzwiach to genialny wynalazek, dopóki nie spróbujesz dostać się do auta w deszczu z rękami pełnymi zakupów. Wtedy stajesz się żywym meme’m o ludziach walczących z nowoczesną technologią… choć jeździłem samochodami, w których wysuwane klamki działały dużo gorzej. Tutaj przynajmniej jest w klamkach fizyczny przycisk, a nie to dotykowe ustrojstwo co wciskają niemieccy producenci.

Engine.

Brytyjczycy nie bawili się w downsizeing rozważając co ma trafić pod maskę Range Rover Velar P400. Wrzucili porządną, 3.0-litrową, rzędową, sześciocylindrową jednostkę, która jest trochę jak angielski dżentelmen – ma klasę, moc ale nigdy nie podnosi głosu bez powodu. 400 koni mechanicznych może nie brzmi zawrotnie w erze, gdy elektryczne pojazdy oferują 500+ KM, ale w Velarze moc jest podawana jak whisky single malt – z klasą, umiarem i głębokim zrozumieniem, że to nie zawsze o ilość, ale o jakość.

Układ mild-hybrid sprawia, że samochód jest „eko” mniej więcej tak, jak eko jest latanie prywatnym odrzutowcem do Davos na konferencję o zmianach klimatu. Technicznie tak, praktycznie… cóż, przynajmniej próbujemy. Jeśli chcesz być naprawdę eko to wybierz wersję P400e. Jeśli będziesz ładował hybrydę codziennie to na pewno P400e będzie zużywało mniej benzyny niż P400. Dodatkowo będzie mocniejsza, nieco szybsza (0,1s do setki) ale… będziesz musiał oswoić się ze świadomością, że pod maską będzie silnik tylko z 4 cylindrami i 2-litrową pojemnością.

Przyspieszenie 0-100 km/h w około 5.5 sekundy to wystarcza, by poczuć się młodo, ale nie na tyle szybko, by twoi pasażerowie musieli sprawdzać, czy mają opłacone ubezpieczenie na życie. Wyprzedzać będziesz żwawo, ale z pod świateł raczej bym… chociaż z drugiej strony to Range Rover, kto by się tym ścigał.

Producent podaje spalanie na poziomie od 9,8 litra na 100 km w cyklu mieszanym, co w języku rzeczywistości oznacza: „zależy od tego, jak bardzo lubisz dźwięk tego silnika”. W mieście Velar pije jak angielski lord w prywatnym klubie – z klasą, ale konsekwentnie. Na autostradzie jest bardziej umiarkowany, jakby przypomniał sobie, że nawet arystokracja ma swoje granice. Podczas testu przejechałem za kierownicą Range Rover Velar P400 około 560 km w różnych warunkach i spalanie jakoś nie chciało zejść poniżej 13.7 l /100km.

Drive.

Brytyjczycy od wielu lat starają się nas przekonać, że samochody z nazwą Range Rover to samochody niezwykle wszechstronne. Podobnie jest z Velarem, który dzięki swojemu opływowemu nadwoziu wygląda jak sportowy SUV ale jednocześnie dzięki zawieszeniu pneumatycznemu i systemowi Terrain Response 2 potrafi być terenowy poza asfaltem. Oczywiście nie szukajcie w Velarze możliwości terenowych z Defendera, ale Velar naprawdę potrafi przejechać przez niejedno bezdroże.

Wade Sensing (wykrywanie głębokości brodzenia) to funkcja, której prawdopodobnie nigdy nie wykorzystasz, ale jej obecność daje przyjemne poczucie, że gdybyś nagle zechciał przeprawić się przez rzekę, twój samochód jest na to gotowy. Więc jeśli się uprzesz i będziesz chciał pokazać kolegom, że „ja nie dam rady…” to w przypadku niewielkich strumyków możesz być raczej spokojny bo głębokość brodzenia Velara to aż 58 cm.

Do jazdy w terenie możesz wykorzystać całą masę trybów terenowych (Grass/Gravel/Snow, Mud/Ruts, Sand, Rock Crawl) co samo w sobie sugerują, że projektanci wyobrażają sobie właścicieli Velara jako współczesnych Indiana Jonesów. W praktyce większość z nas wykorzysta maksymalnie tryb Snow do wyjazdu z zaśnieżonego parkingu przed centrum handlowym. Ale gdyby nas teleportowano na środek pustynii w Nevadzie to w sumie fajnie mieć ten tryb Rock Crawl.

Jak już się uporacie z przepełnionym dziurami szlakiem to po zjechaniu na asfalt Velar zmienia swoje oblicze i staje się wygodnym towarzyszem. Możesz wtedy odpalić Dynamic Mode, który zamienia przysłowiową brytyjską stiff upper lip w coś bardziej przypominającego włoską pasję. Kierownica twardnieje, zawieszenie się napina, a silnik zaczyna wydawać dźwięki sugerujące, że może jednak ma ochotę na coś więcej niż spokojną jazdę do klubu golfowego.

Price

Cennik Range Rover Velar startuje od 328 000 zł. Za tą kwotę otrzymacie model D200 z silnikiem diesla i mocą 204 KM w bazowej wersji wyposażenia S. Za samochód z tym samym silnikiem ale w wersji wyposażenia Dynamic SE musicie zapłacić 366 600 zł. Jeśli chcielibyście kupić Range Rover Velar P400 to dostępny jest on w wersji wyposażenia Dynamic SE za kwotę 438 700 zł lub w wersji Autobiography za 499 100 zł i to właśnie jest najdroższy Velar obecnie dostępny według katalogu.

Jeśli chodzi o ciekawsze opcje wyposażenia, to poza wspomnianymi już rzeczami i lakierami możecie mieć:
– zasiłki hamulcowe pomalowane na czarno – 2160 PLN
– czarny dach – 5920 PLN
– panoramiczny dach – 9170 PLN
– panoramiczny otwierany dach – 11280 PLN
– przyciemniane szyby – 2910 PLN
– reflektory Pixel LED – 5640 PLN
– pakiet Dynamic Handling – 17 200 PLN
– pakiet Cold Climate – 8880 PLN
– pakiet Technology – 7100 PLN
– pakiet Towing – 7610 PLN
– pakiet Extreme Cold Climate – 18 190 PLN
– pakiet Comfort – 6910 PLN
– pakiet Black Exterior Styling – 6390 PLN

Więc, jak widzicie opcji i rozbudowanych pakietów jest sporo. Jak się postaracie to w samych opcjach można zaszaleć i dodać jakieś 150 000 zł do podstawowej ceny Velara.

To jak?

Range Rover Velar P400 to samochód dla ludzi, którzy cenią sobie detale, którzy rozumieją, że czasem forma jest ważniejsza od funkcji, i którzy nie mają problemu z płaceniem premium za przywilej bycia właścicielem czegoś wyjątkowego. Bo dla mnie Range Rover zawsze był wyjątkowy i pół klasy wyżej niż auta, które normalnie zalicza się do klasy premium. Jest to ważne szczególnie w świecie, gdzie wszyscy SUV-y zaczynają wyglądać podobnie, a Range Rover  mimo rozwoju, modyfikacji i nowego designu nadal ma swój styl i wyróżnia się z tłumu.

Galeria x Range Rover Velar P400

Range Rover Velar P400
świetny designgenialne wykończeniebardzo dobre materiałyczuć coś więcej niż premiumbrytyjski klimatniezły silnik i osiągi
wysoka cenaszkoda, że nie V8mało intuicyjne multimedia
77%Wynik ogólny
#carspotting_fame50%
#silnik79%
#skrzynia_biegów79%
#prowadzenie83%
#fun82%
#wygląd90%
Ocena czytelników 2 Głosów
67%