Kiedyś Volkswagen Golf był synonimem niemieckiej rozsądności. Tym samochodem, który kupowałeś, bo Twój szwagier „ekonomista” powiedział podczas wigilii, że „to najlepsza inwestycja”. Teraz? Również tak może być ale… nie musi. Volkswagen Golf R Black Edition to najlepszy przykład Golfa, który nie jest zwykłym Golfem. To taki anty-Golf. Rzekłbym nawet, że to nemezis Golfa. Auto, gdzie zamiast „rozsądnych 5.5 litra na sto” wchodzimy w tryb „a kogo obchodzi spalanie”. Witajcie w świecie, gdzie niemiecka praktyczność spotyka się z brakiem umiaru. To trochę tak, jakby Twój szwagier, ten wielki „analityk inwestycyjny” wpadł na kolejną wigilię z tatuażami, kolczykiem w nosie i nagłym zamiłowaniem do motoryzacyjnego hooliganizmu. Taki właśnie jest Volkswagen Golf R Black Edition. Nonszalancki i niepokorny. No i super!

Samochód Volkswagen Golf R w wersji Black Edition. Tył auta.

Look.

Volkswagen Golf R Black Edition to samochodu którego nie da się nie zauważyć, choć paradoksalnie robi wszystko, żeby wyglądać niewidzialnie. To taki automotive ninja, który krzyczy „PATRZ NA MNIE!” ale szeptem. Całe nadwozie zostało wyczernione. Nie ma chromów. Nie ma srebrnych osłon lusterek – charakterystycznych dla Golfa R. Nie ma błyszczących emblematów ani srebrnych felg. Wszystko ma być ciemne i przydymione. Chociaż… no właśnie… o ironio. Bazowo Volkswagen Golf R Black Edition wyjeżdża z fabryki w białym lakierze Pure. Żeby mieć metalizowany czarny kolor Grenadilla trzeba dopłacić 3380 zł. To całkiem zabawne.

Samochód Volkswagen Golf R w wersji Black Edition. Bok auta.

Poza białym i czarnym lakierem wersja Black Edition może dostać również klasyczny dla Golfa R niebieski odcień Lapiz lub szary Dolphin. A jeśli chcecie bardziej zaszaleć to możecie wybrać te lakiery ale z czarnym dachem. To najdroższy opcja, która kosztuje 5800 zł. Ja osobiście wybrałbym identyczną konfiguracje jak testowy egzemplarz. Black Edition to Black Edition. Ma być czarny.

Auto zostało osadzone na czarnych 19-calowych felgach Estoril ale za dopłata 6280 zł możecie wrzucić obręcze Warmenau, które moim zdaniem wyglądają lepiej. Jeśli chodzi o felgi to tutaj już nie ma kolorystycznej rozgrywki. Srebrnych obręczy nie skonfigurujecie. Za felgami błyszczą czarne zaciski hamulcowe z emblematami R. Do tego spojler, dyfuzor, cztery końcówki układu wydechowego, wszystko zostało wyczernione. I wiecie co? Wygląda to świetnie.

A w środku… jest też czarno.  Sportowe fotele kubełkowe obszyte czarną skórą Nappa z kontrastowymi niebieskimi elementami (prawie jedyny moment słabości w czarnej estetyce) świetnie trzymają w zakrętach ale wymagają dopłaty 13810 zł. Niby dużo, ale z drugiej strony są pokryte miękką skórą, są ustawiane elektrycznie, mają pamięć, a także grzanie i wentylacje.

Spłaszczona na dole kierownica jest świetna. Ma delikatną skórę, choć chętnie widziałbym na niej alcantara, która by sprawiła, że można byłoby poczuć się jak kierowca rajdowy, nawet gdy stoisz w korku na Wale Miedzeszyńskim. Co ciekawe jest taka opcja w konfiguratorze. Za 960 zł możecie zmienić zwykłą kierownicę na taką pokrytą materiałem ArtVelours. Do tego niebieska wstawka, niebieska nić i niebieskie logo R na jednym z przycisków (służy do szybkiego wyboru trybów jazdy).

Samochód Volkswagen Golf R w wersji Black Edition. Wnętrze. Kierownica.

Wnętrze wykończono wstawkami z elementami o strukturze włókna węglowego. Wygląda to fajnie i sportowo. Całość uzupełnia system multimedialny z dużym, 12,9-calowym wyświetlaczem. Działa całkiem przyzwoicie, choć trzeba się przyzwyczaić do obsługi, bo znajdowanie niektórych opcji to naprawdę wyzwanie. Ten element mógłby być bardziej intuicyjny. No i kamery 360 mogłyby mieć nieco lepszą rozdzielczość.

Engine.

Pod maską czai się znane i czasami lubiane 2.0 TSI (EA888) o mocy 333 KM i 420 Nm momentu obrotowego. Tak, to tylko cztery małe, niemieckie cylindry, które nie mają kompleksów i bardzo chcą to udowodnić. Przyspieszenie 0-100 km/h w 4.6 sekundy. Może to nie jest czas, który zadziwi właścicieli supercarów albo aut elektrycznych, ale w codziennym użytkowaniu to więcej niż wystarczająco. No i można zostawić za sobą każdego właściciela BMW 320d przekonanego, że ma najszybsze auto na drodze. Prędkość maksymalna 270 km/h.

Napęd 4Motion stale kieruje moc na wszystkie koła, co w praktyce oznacza, że możesz wyjść z zakrętu jak idiota i prawdopodobnie przeżyjesz (nie polecam próbować!). System Torque Vectoring potrafi przerzucić nawet 100% mocy z tylnego mostu między koła, co sprawia, że Golf R potrafi driftować. Tak, dobrze przeczytaliście – kompaktowy hatchback z Wolfsburga z napędem na cztery koła może driftować. I to tak naprawdę widowiskowo, a nie jak wspomniany wcześniej szwagier na ręcznym pod supermarketem. Masz nawet do tego zdania specjalny tryb „Drift” w komputerze pokładowym.

Skrzynia DSG to znana konstrukcja, więc to oczywiste, że bardzo szybko zmienia biegi i świetnie dobiera przełożenia w zależności od stylu naszej jazdy i wybranego trybu.

Drive.

Tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa. Volkswagen Golf R Black Edition jeździ naprawdę świetnie. Niezależnie od warunków wyśmienicie trzyma się drogi. Wiele osób może uznać to za wadę i stwierdzą, że hothatch ma być szalony, porywczy i nieprzewidywalny. Może tak. Ale ja jednak wole samochody, które jadą jak po szynach niż te łapiące przeyczepność na przedniej osi (sorry GTI).

Na pokładzie jest masa tryby jazdy, a różnice między nimi są bardzo wyczuwalne. W trybie Comfort samochód jest grzeczny, posłuszny – idealny do jazdy na zakupy do lokalnego dyskontu. Zawieszenie DCC (Dynamic Chassis Control) staje się miękkie, układ wydechowy wycisza się, a ty możesz udawać odpowiedzialnego dorosłego. Tryb Eco sprawdza się świetnie w trasie, gdzie żeglowanie skutecznie zmniejsza apetyt Rki na paliwo.

Ale naciśnij przycisk Race i… kurczę, to nawet nie jest ten sam samochód. Zawieszenie twardnieje, wydech od Akrapović’a zaczyna strzelać jak AK-47 na strzelnicy, a przepustnica reaguje szybciej niż prognoza pogody w listopadzie. Układ kierowniczy jest bardzo precyzyjny, daje sporo informacji i dzięki temu w zakrętach Golf R może być prowadzony bardzo płynnie, nawet na granicy przyczepności.

Jeśli to dla Ciebie za mało, to możesz wybrać dwa dodatkowe tryby jazdy. Pierwszy to wspomniany już wcześniej tryb Drift, a drugi to tryb Specjalny dedykowany do jazdy po torze Nurburgringu – o ile się odważysz na taką wycieczkę. Fajny bajer.

Spalanie.

Producent deklaruje średnie spalanie na poziomie 7.9 l/100km. W rzeczywistości? Jeśli będziesz jeździł jak normalny człowiek (czyt. niezgodnie z przeznaczeniem tego auta), zmieścisz się w 9-10 litrach. Jeśli będziesz używał tego auta tak, jak powinno być używane – czyli w trybie Race, ze stałym uśmiechem na twarzy i stałym prawym pedałem – spokojnie dobierzesz do 15 litrów w mieście. Zbiornik ma 50 litrów, co oznacza, że przy dynamicznej jeździe twoja karta paliwowa będzie miała dużo pracy.

Co ciekawe zrobiłem 200 km trasę tym samochodem i 90% czasu spędziłem w trybie Eco. Auto nawet w tym najbardziej zielonym trybie jazdy jest bardzo dynamiczne, a dodatkowo naprawdę ekonomiczne. Średnie spalanie na tym dystansie (40% ekspresówka, 40% drogi lokalne, 20% miasto) wyniosło 8.7 l /100km. Mógłbym zejść w okolice 8.1-8.2 no ale nie mogłem odmówić sobie zabawy za kierownicą Rki.

Zrobiłem też test Eco drivingu i na odcinku 25 km w trybie Eco na drodze lokalnej zszedłem do szalonego 5.9 l/100km. Oczywiście jak chciałem zrobić zdjęcie to już wskoczyło na komputerze 6.0 ale jak widać można zejść ze zużyciem benzyny bardzo, bardzo nisko.

Ale szczerze? Jeśli kupujesz Golfa R i martwiasz się spalaniem, prawdopodobnie powinieneś rozważyć elektryka lub rower. To jest samochód dla ludzi, którzy rozumieją, że czasami radość kosztuje, a w tym przypadku kosztuje około 7 złotych za każdy litr paliwa 98-oktanowego.

Multimedia.

Największy minus Golfa R to wspomniany już wcześniej system multimedialny. Niby jest ładny i czytelny ale do jego obsługi trzeba się zdecydowanie przyzwyczaić. Niektóre opcje trudno jest odszukać, a inne są tam gdzie się ich nie spodziewasz. Ekran dotykowy reaguje… no, reaguje. Czasami z lekkim opóźnieniem, jakby system zastanawiał się, czy na pewno chcesz to zrobić. Android Auto i Apple CarPlay działają bezprzewodowo, co jest miłe, choć połączenie czasami się zrywa częściej niż dobre postanowienia noworoczne.

System nagłośnienia Harman/Kardon z 480 watami mocy sprawia, że twoja ulubiona muzyka brzmi jak z sali koncertowej, a silnik 2.0 TSI jak orkiestra symfoniczna. Cyfrowe zegary (Digital Cockpit Pro) są konfigurowalne, czytelne i wyglądają lepiej niż w samochodach za dwa razy więcej pieniędzy.

Asystenci jazdy? Tak, są. Adaptive Cruise Control działa nieźle, Lane Assist stara się trzymać cię w pasie (z różnym skutkiem, ale zazwyczaj jest ok), a system Traffic Jam Assist pomoże ci w korkach. Choć szczerze, jeśli kupujesz Golfa R, prawdopodobnie korki omijasz lewym pasem.

Nie podobają mi się dotykowe przełączniki i guziki, które są zarówno na desce rozdzielczej, jak i na kierownicy. Mi takie coś zupełnie nie pasuje. Jak już jest ten przycisk, to niech będzie fizyczny i klikalny. To łatwiejsze, przyjemniejsze i bardziej użyteczne rozwiązanie. Wiele marek już zdało sobie sprawę z tego faktu i po chwili zachłyśnięcia się dotykowymi guziakmi wraca do starszych rozwiązań. Tego po prostu chcą klienci.

Price.

Cena bazowego modelu Volkswagen Golf R Black Edition to inwestycja na poziomie 210 090 zł. To niecałe 15 000 więcej niż bazowa R’ka. Jeśli chcecie mieć auto naprawdę fajnie wyposazone to musicie liczyć sie z wydatekiem około 284 000 zł.  Tak, już słyszę te głosy rozsądnych wujków, że to prawie 300 tysięcy za Golfa. Ale to nie jest zwykły Golf – to Golf, który chodził na siłownię, naoglądał się filmów Quentina Tarantino i wie, że życie jest zbyt krótkie na bycie nudnym.

Za te pieniądze możesz kupić mnóstwo innych samochodów. Możesz kupić bazowe BMW M240i, ale jak będziecie chcieli je doposażyć to musicie dodać kolejne 50 000 zł. Możesz kupić Audi S3, ale to praktycznie ten sam samochód co Golf R ale w droższym garniturze. Poza tym jak już kupować Audi to lepiej dołożyć do RS3. Pozostając przy grupie Volkswagena możecie kupić Cupra Leon ST VZ. Też 2.0 TSi, też 333 KM, DSG i napęd na cztery koła 4drive ale w nadwoziu kombi. Dobrze doposażone będzie kosztowało tyle samo co Golf R. Możesz też kupić nowego Mustanga z V8 albo Hondę Civic Type R ale oba modele nie będą miały napędu na obie osie.

Jeśli się postarasz to znajdziecie też fajne używane Porsche, ale czy jesteś gotowy na koszty utrzymania i ryzyko, że poprzedni właściciel „delikatnie użytkował” to auto na torze w każdy weekend? Chyba nie. Dlatego Volkswagen Golf R Black Edition wydaje się być naprawdę szwagrowo sensownym wyborem.

To jak?

Volkswagen Golf R Black Edition to samochód, który nie powinien działać tak dobrze, jak działa. To kompaktowy hatchback z czterocylindrowym silnikiem, który potrafi zawstydzić samochody kosztujące dwa razy więcej. To auto, które równie dobrze zawiezie cię na zakupy, jak i pozwoli wyładować frustracje po ciężkim dniu w pracy (legalnie, na torze, oczywiście).

Czy potrzebujesz Golfa R Black Edition? Nie. Absolutnie nie. Zwykły Golf wystarczy do wszystkiego, co robi przeciętny człowiek swoim samochodem. Ale czy chcesz go? Jeśli masz słabość do czarnego koloru, przesadnie dudniących wydechów, dużej mocy i szerokiego uśmiechu za kierownicą – to tak, cholernie tak. Ja bym chciał.

Galeria x Volkswagen Golf R Black Edition

Volkswagen Golf R Black Edition
świetny wygląd Black Editionbardzo dobre osiągisensowne spalanietryby jazdybrzmienie wydechu by Akrapovićuniwersalność Golfaświetne prowadzenienapęd na cztery koła
wysoka cena jak na Golfamultimedia do lekkiej poprawykamery średniej jakościmogłyby wrócić fizyczne guziki
81%Wynik ogólny
#carspotting_fame73%
#silnik82%
#skrzynia_biegów82%
#prowadznie 83%
#fun80%
#wygląd86%
Ocena czytelników 4 Głosów
73%