Wyobraź sobie, że wchodzisz do sklepu z elektroniką po tani kabel USB, a wychodzisz z dronem, tabletem i ekspresem do kawy, płacąc tyle co za kabel. Dokładnie tak czujesz się, siadając za kierownicą MG4 Xpower. Samochód za niecałe 176 tysięcy złotych, który przyspiesza do setki w 3,8 sekundy. To nie jest literówka. To nie jest żart. To jest MG4 Xpower i jest to być może najbardziej absurdalny stosunek koni mechanicznych do ceny, jaki pojawił się na polskim rynku od dekad.
MG?
Zacznijmy od pytania, które zadaje większość osób, gdy zobaczą logo MG na samochodzie: „To chyba jakaś brytyjska marka, dobrze pamiętam?”. Tak i nie. MG, czyli Morris Garages, to marka z Oxfordu, której historia sięga 1924 roku. Kiedyś produkowała małe, zwinne roadsterki, które obracały głowy brytyjskich lordów na piknikach. W latach 90 i wczesnych 2000 z kolei jej logo zdobiło usportowione modele Rovera. MG ZT 260 z silnikiem 4.6 V8 z Mustanga i napędem na tył to było naprawdę odważne posunięcie. Dziś marka należy do chińskiego giganta SAIC Motor i produkuje samochody, które… obracają głowy polskich kierowców ceną.
W Polsce MG pojawiło się na dobre w 2023 roku i od razu namieszało. Rok 2024 zakończyło z wynikiem ponad 6 700 rejestracji, co uplasowało je w okolicach Suzuki i Opla. Jak na markę, o której słuszeli tylko fani Fish & Chips w Brighton, to wynik godny oklasku (albo niepokoju, zależy, z której strony się patrzy – zapytajcie dilerów budżetowych marek).
Look.
MG4 to pięciodrzwiowy hatchback o długości 4,29 m, czyli dokładnie tyle, co kompakt z segmentu C. Gabarytowo rywal dla ID.3, Cupry Born czy Golfa. Wygląda natomiast jak coś, co zaprojektowało AI z instrukcją: „zrób coś, co kupi 25-latek, ale nie odrzuci 45-latka.” I trzeba przyznać, że się udało.
Przód jest ostry, agresywny, z wąskimi LED-ami i wlotami umieszczonymi pod szpiczastym nosem. Tył z przerywanymi, poziomymi lampami wygląda jak coś żywcem wziętego z aut segmentu wyżej. Wyglądają świetnie szczególnie po zmroku, bo wtedy widać podświetlane linie w górnej części obudowy świateł.
Wersja Xpower dostępna jest w 8 opcjach kolorystycznych. Bazowo wyjeżdża w bieli, a za dopłata 2250 zł możecie mieć czerwony „Diamond Red”, niebieski „Brighton Blue” albo mega ciekawy „Hunter Green”. Fajnym akcentem są pomarańczowe „zaciski” hamulcowe z napisem XPower. Specjalnie napisałem słowo „zaciski” w cudzysłowie, bo tak naprawdę, są to tylko metalowe nakładki.
MG4 XPOWER może nie jest tak zgrabne jak Alfa Romeo Junior, nie ma też skandynawskiego chłodu Volvo EX30, ale zdecydowanie wyróżnia się na drodze.
A co z wnętrzem? Wsiadasz i… nie jest źle. Naprawdę. Deski rozdzielczej nie zrobili z trociny ani z wegańskiego plastiku, który mógłby odpaść przy hamowaniu. Plastiki są z budżetowego tworzywa, ale jest czysto, schludnie i nowocześnie. Duży, poziomy ekran multimediów zajmuje centralne miejsce, a cyfrowy zestaw wskaźników spełnia swoją rolę. Fotele w wersji XPOWER zostały obszyte Alcantarą i wyglądają sportowo – co ważne, nie tylko wyglądają, ale też trzymają podczas dynamiczniejszych manewrów ale zapewniają również duży komfort.
Przestrzeń z przodu jest wystarczająca dla osób do 190 cm. Z tyłu zaskakująco przyzwoicie, jak na auto o takich wymiarach. Bagażnik mieści 363 litry, co nie powali, ale nie jest też tragedią.
Do dyspozycji masz USB-A, USB-C i gniazdo 12V między fotelami, bezprzewodową ładowarkę do telefonu (mało użyteczną bo przy każdym zakręcie telefon z niej spada) i system kamer 360°. Wyposażenie jest rozbudowane i jak na tę cenę i prawie kompletne. Prawie, bo brakuje tutaj bezprzewodowego Apple CarPlay. Serio w 2026 roku powinin być to standard. Ale z drugiej strony może i dobrze, bo w moim egzemplarzu był problem z Bluetooth i za każdym razem jak zamykałem samochód to zapominał o moim telefonie i po powrocie musiałem ponownie parować sprzęt z samochodem.
Jest też jeden element wnętrza, o którym muszę napisać oddzielny akapit, bo na to zasługuje. Klimatyzacja. A raczej brak umiejętności utrzymania zadanej temperatury. Ustawiasz 22°C, a ona robi co chce. Raz zieje zimnem jak otwarta lodówka, raz lekko dmucha zwykłym powietrzem. Odparowywanie szyb? Kwestia negocjacji z algorytmem, wieć klimatyzacja w MG4 Xpower to ten jeden znajomy, który zawsze robi coś innego, niż się go prosi, ale twierdzi, że ma dobre intencje.
Engine.
I tu dochodzimy do powodu, dla którego ten samochód jest mega interesujący. Jego serce to dwa silniki elektryczne, które łącznie wytwarzają 435 KM i 600 Nm momentu obrotowego. Napęd trafia na obie osie. Wynik? 0–100 km/h w 3,8 sekundy.
Żeby to zobrazować BMW M3 Competition jest gorsze w sprincie do setki o 0.1 s, a np. Porsche 911 Caerrera aż o 0.3 sekundy. Przypominam, że to auta, które kosztują kilka razy więcej niż MG4 XPOWER. Oczywiście nie porównuję jakości wkonania, opcji, systemów itd, mówie tylko o czystych liczbach określających osiągu.
Przyspieszenie jest brutalne w tym dobrym sensie. Wgniatanie w fotel dzieje się natychmiastowo, bez turbodziury, bez czekania na obroty, bez żadnych negocjacji. Wciskasz pedał, a 1803 kg masy zaczyna przyspieszać jakby masa miała ten dzień gdzieś. Prędkość maksymalna wynosi 200 km/h i jest elektronicznie ograniczona. Na polskich drogach raczej nikomu to nie będzie potrzebne ale jak ruszycie na wycieczkę do zachodnich sąsiadów to fajnie móc pojechać szybciej niż standardowe 140.
Jak się prowadzi?
Tutaj Xpower zaskakuje po raz kolejny. Mając 435 KM i napęd na 4 koła, można by się spodziewać, że auto będzie twarde i niezbyt łaskawe dla kręgosłupa. Tymczasem zawieszenie jest dość miękkie, pochłania nierówności sprawnie.
Układ kierowniczy jest precyzyjny. Rozkład masy bliski 50:50 i nisko położony środek ciężkości sprawiają, że Xpower prowadzi się stabilnie i przewidywalnie. Owszem, masa ponad 1800 kg robi swoje w zakrętach, ale dzięki sprawnym elektronicznym systemom trzyma się drogi z godnością.
Do tego tryb jazdy na jednym pedale działa naprawdę dobrze. Rekuperacja jest na tyle mocna, że tradycyjne hamulce często stają się jedynie narzędziem awaryjnym.
Producent deklaruje 385–400 km zasięgu WLTP. I jak to z WLTP, rzeczywistość jest trochę inna, ale nie tak zła, jak można by się bać.
W normalnych warunkach – miasto, trasa, mieszane – realistyczny zasięg to okolice 300–350 km. W trasie przy 120 km/h realny wynik to około 250 km, co trzeba brać pod uwagę planując dłuższe podróże.
Bateria ma pojemność 64 kWh i ładuje się prądem stałym z mocą do 140 kW. W teorii od 10 do 80% to niecałe 30 minut. W praktyce, zależnie od sieci ładowania i temperatury, bywa trochę dłużej, ale generalnie jest dobrze – zwłaszcza że stacje 140 kW są dziś coraz popularniejsze. Ładowanie AC to 11 kW – przyzwoite, choć niektórzy rywale potrafią przyjąć 22 kW.
Cena?
Cennik MG4 XPOWER startuje od 175 600 zł. Opcjonalnie możecie dołożyć lakier za 2250 zł i… to by było tyle z opcji. Reszta jest już w standardzie. Jeśli dobrze poszukacie i traficie na odpowiednią promocje to możecie kupić ten samochód za nieco ponad 150 000 zł, więc jest to absolutny hit.
Dla porównania słabsze o 117 koni mechanicznych ID.3 GTX od Volkswagena kosztuje około 220 000 zł, Cupra Born VZ to wydatek około 205 000 zł, a Tesla Model 3 LR to 215 000 zł. Może wymienione samochody będą miały nieco lepszy zasięg, ale pod względem sprintu do setki są lata świetlne za MG4 XPOWER.
To jak?
Opowiedź jest krótka. MG4 XPOWER to samochód dla osoby, która w duchu jest kierowcą sportowym, ale nie ma 500 000 złotych na AMG. Jest to auto dla kogoś, kto chce, żeby samochód robił wrażenie nie logotypem na masce, ale tym, co potrafi zrobić między światłami. Dla kogoś, kto nie boi się, że kolega z pracy powie „a, to chińskie”, bo odpowie mu spokojnie: „tak, ale ma 435 KM i 3,8 sekundy do setki, chcesz żebym ci udowodnił?”
Nie jest to auto dla perfekcjonistów, którzy będą wytykać jakość plastiku w konsoli środkowej i zachowanie klimatyzacji. Nie jest to też auto na dalekie trasy bez planowania. Ale jako codzienny towarzysz, który potrafi zaskoczyć (i przestraszyć) przy każdym ruszeniu ze świateł to nie ma dzisiaj lepszej opcji.































