Został zaprezentowany w lutym 2014 roku, czyli rok po premierze wersji w nadwoziu limousine. Miał zastąpić produkowanego od 1996 roku Mercedes’a klasy CL, a dokładniej trzecią generację tego modelu, która zniknęła z oferty niemieckiego koncernu w 2013 roku. Na początku był oferowany tylko w wersji 500, a później pojawiły się inne odmiany między innymi te z oznaczeniem 63 i 65 AMG. W drugiej części 2017 roku doczekał się liftignu. Mercedes-Benz S 560 Coupe bo o nim oczywiście mówię, to absolutny top jeśli chodzi o sportowe wcielenia luksusowych limuzyn.
Klasę S w wersji 560 testowałem na początku ubiegłego roku (test tutaj). Napisałem wtedy, że jest to wspaniałe auto ale… chętnie jeździłbym nim na prawym tylnym fotelu. Nie mam nic przeciwko prowadzeniu S klasy w nadwoziu limousine bo odczucia są świetne ale naturalną przestrzenią dla właściciela takiego samochodu powinno być miejsce w tylnym rzędzie. Tam jest najwygodniej. Tam można rozprostować nogi. Tam wypada popijać Dom Perignon z kryształowego kieliszka przeglądając wzrosty notowań indeksów na giełdach z całego świata. Odbierając z Mercedes-Benz Polska S 560 w wersji Coupe miałem nadzieję, że tym razem role się odwrócą i w S 560 Coupe to kierowca będzie priorytetem. Czy tak faktycznie w jest?
Look. Out.
Z zewnątrz mimo pakietu stylizacyjnego AMG Mercedes-Benz S 560 Coupe wygląda bardzo dostojnie. Piękna i łagodna linia, delikatne przetłoczenia po bokach, długa maska skrywająca potężne serce. Drzwi bez ramek. Chromowane wstawki dookoła okien i błyszcząca linia przeszywająca tylną części nadwozia. Nienachalne wloty powietrza, przemodelowane zderzaki AMG i fajne wizualnie końcówki układu wydechowego, które swoim kształtem przypominają trochę wydechy stosowane w samochodach z oznaczeniem 63.
Uzupełnieniem całości jest biały lakier z palety Designo o nazwie „biel diamentu” (4178 zł), który podkreśla wszystkie zalety nadwozia S’ki. Dla mnie super, chociaż… jakbym składał swoją Coupe’tkę to chyba pozostałbym przy bieli ale wybrałbym jej matową wersję. Dokładnie byłby to odcień „biel kaszmiru magno” za szalone 19 703 zł.
Kiedy spojrzymy na poliftowe nadwozie S klasy w wersji Coupe to od razu rzucają się w oczy przednie i tylne światła. Z przodu zastosowano najwyższy model reflektorów w technologii LED ILS, które zostały wzbogacone kryształkami firmy Swarovski. Wyglądają obłędnie, podnoszą prestiż auta ale co najważniejsze świecą doskonale i w inteligentny sposób manipulują strumieniem światła. Jedyny minus to cena. Reflektory to wydatek 15807 zł, ale zdecydowanie warto.
Z tyłu lampy są również efektowne. W ich przypadku designerzy i inżynierowie Mercedes’a zastosowali technologię OLED. Światła podobnie jak w nowych Audi witają kierowce wykonując ciekawą wizualnie animację. Lampy wyglądają genialnie i co ważnie nie wymagają dopłaty – w przeciwieństwie do samochodów produkowanych przez koncern z siedzibą w Ingolstadt.
Ukoronowaniem Mercedes-Benz S 560 Coupe jest osadzenie nadwozia na 20″ felgach dedykowanych do pakietu stylizacyjnego AMG. Obręcze wymagają dopłaty 5363 zł (standardowo w pakiecie są 19″) ale wyglądają świetnie i pasują idealnie do tego samochodu.
S klasa w wersji Coupe podobała mi się od samego początku ale muszę przyznać, że małe zmiany jakie zostały wprowadzone podczas liftingu dodały świeżości eSce. Wizualnie prawdziwa petarda!
Look. In.
Wewnątrz Mercedes-Benz S 560 Coupe jest równie imponujące co nadwozie. Wszechobecna skórą (fotele, boczki drzwi, podłokietnik, deska rozdzielcza…), aluminium i delikatne wstawki dobrej jakości plastiku polakierowanego na kolor piano black. Wszystko solidnie spasowane i wykończone z najwyższą starannością. Prawdziwy gabinet.
W tym egzemplarzu wnętrze zostało skonfigurowane bardzo ciekawie. Kolor skóry tapicerki nappa to odcień czerwieni bengalskiej z katalogu designo Exklusiv. Nie wiem, czy wybrałbym tak odważny kolor do swojego samochodu, bo nie przepadam za „czerwoną” tapicerką ale muszę przyznać, że takie zestawienie w połączeniu z białym lakierem nawet pasuje.
Fotele zastosowane w S 560 Coupe są genialne. Wygodne, świetnie otaczają ciało, pompują się, chłodzą, grzeją i oczywiście masują. Podczas długiej jazdy można się zrelaksować, a w mieście stojąc w korku jest na tyle komfortowo, że człowiek przestaje się śpieszyć. Szczególnie, że w domu fotel na pewno nie będzie wygodniejszy od tego w Mercedes-Benz S 560 Coupe.
Przed kierowcą znajduje się bardzo wygodna sportowa wielofunkcyjna kierownica wykończona skórą nappa, która wyglada świetnie ale podoba mi się nieco mniej niż opcjonalna kierownica AMG Performance. Za kierownicą znajduje się duży ekran zastępujący klasyczne zegary, a obok niego kolejny przewidziany do wyświetlania informacji z systemu multimedialnego COMAND Online. Wszystkimi opcjami możemy sterować za pomocą gładzików na kierownicy lub elementów (pokrętło, przyciski, gładzik) znajdujących się w tunelu centralnym. Systemy znane z innych nowszych generacji Mercedesów, które testowałem, a wszystkie testy Merców możecie znaleźć tutaj.
Wnętrze przepełnione jest różnymi rodzaju gadżetami. Jest system, który podaje pasy, jest podstawowe ale nadal świetnie brzmiące nagłośnienie Burmester Surround (opcja High-End 3D Surround to wydatek 29 921 zł), system kamer 360, automatyczne parkowanie, wyświetlacz Head-Up (5702 zł), keyless, całe spektrum systemów asystujących, Night Vision itd, ale najciekawszym bajerem był panoramiczny dach MAGIC SKY CONTROL. Co w nim niezwykłego? Poza tym, że daje poczucie przestrzeni i rozświetla wnętrze to ma bardzo ciekawą funkcję. Przy pomocy jednego przycisku zmienia się poziom przyciemnienia szkła. Świetna sprawa, szczególnie w sytuacji kiedy słońce mocno grzeje a nie chcemy, żeby wnętrze samochodu się mocno nagrzewało. Koszt takiego bajeru to 22 300 zł ale absolutnie warto wygrzebać zaskórniaki podczas konfigurowania Ski.
We wnętrzu Mercedes-Benz S 560 Coupe fajne jest także to, że podczas jazdy z legalnymi w Polsce prędkościami autostradowymi w środku S 560 Coupe jest bardzo cicho. Dochodzą tylko odgłosy powietrza, które opływa karoserię. Niby spodziewałem się, że tak będzie w klasie S, ale nie sądziłem, że przy zastosowaniu bezramkowych drzwi wnętrze będzie tak świetnie wyciszone.
Drive.
Nie będzie to może zaskakujące ale jazda Mercedes-Benz S 560 Coupe to prawdziwa przyjemność. Poza wygodą i ogólnym komfortem składa się na to kilka mniejszych i jeden dość istotny czynnik. Oczywiście mam na myśli ten znajdujący się pod maską eSki, czyli silnik.
Kierowca za sterami Mercedes-Benz S 560 Coupe ma do dyspozycji podwójnie doładowaną jednostkę V8 o pojemności 4 litrów, mocy 470 koni mechanicznych i szalonym momencie obrotowym 700 Nm dostępnym już od 2 tysięcy obrotów/min. Auto przyśpiesza do setki w 4.6s bez żadnych wspomagaczy. Świetny wynik, jak na krążownik, który waży prawie 2200 kg. Hothatch’e są fajne ale ja zdecydowanie wolę grube „limuzyny”, w których odczuwanie prędkości jest zupełnie inne.
Już przy odpaleniu samochodu do uszu kierowcy dochodzi basowy dźwięk budzącego się do życia silnika. Nie jest to oczywiście brzmienie wagi ciężkiej jak w szalonych odmianach AMG. Odgłosy wydobywające się z S 560 nie są natarczywe ale nadal rasowe i głębokie. Po zmianie trybu jazdy na Sport/Sport+ Mercedes-Benz S 560 Coupe z grzecznego samochodu dla gentelmena zmienia się w odzianą w garnitur od Armaniego heavy metalową bestię. Pojawiają się strzały, charczenie i bulgotanie. Brakuje tylko ognia wydobywającego się z wydechu, a mielibyśmy maszynę rodem z koncertów Rammstein. No dobra… może trochę przesadziłem, ale nie spodziewałem się, że odgłosy w S 560 w trybach sportowych będą tak bliskie do dźwięków AMG. Bardzo miłe zaskoczenie. A jeśli chcecie posłuchać, to wpadnijcie na mojego Instagrama i sprawdźcie zapisane relacje Insta Stories.
Dziewięciobiegowa skrzynia biegów 9G-TRONIC to absolutny top jeśli chodzi o automatyczne przekładnie. Dla mnie jest jedną z najlepszych na rynku i współgra w pełnej synergii z widlastą ósemką.
Trzeba zwrócić uwagę również na precyzyjny układ kierowniczy i adaptacyjne, pneumatyczne zawieszenie, które jest niezwykle komfortowe. Wspaniale niweluje wszystkie nierówności i sprawia, że w trybie Comfort Mercedes-Benz S 560 niemal płynie po asfalcie. W trybach sportowych jest bardziej sztywno ale nadal dostojnie. Może minimalnie wygodniej było w S 560 w nadwoziu sedan ale są to naprawdę subtelne różnice.
Kupowałbym.
Mercedes-Benz S 560 Coupe to absolutnie genialny krążownik. Niesamowicie wygodny, komfortowy, przestronny (dla 2 osób, bo z tyłu za dużo miejsca nie ma), szybki i dobrze brzmiący. Samochód zdecydowanie nastawiony na kierowcę. Jedyna jego wada to tak naprawdę cena, bo S 560 w podstawowej wersji wyposażenia kosztuje 629 000 zł.
Jeśli zaszalejecie z opcjami to bez problemu dobijecie do ponad 800 000 zł (tak, jak w przypadku testowanego egzemplarza). Jeśli fantazja poniesie Was jeszcze bardziej to bez problemu osiągniecie 900 000 zł. To dość dużo ale i tak nic w porównaniu do wersji Mercedes-AMG S 65 Coupe, której cena startuje, podkreślam startuje od 1 179 629 zł, a przy zamaszystym ruchu myszką w konfiguratorze dobija do 1.4 mln zł. Wersja S 63 jest nieco tańsza i kosztuje od 840 000 zł, ale szczerze powiem, że S 560 wystarczyłoby mi w zupełności.
Poza tym jeśli codziennie przemierzacie warszawskie ulice to znalezienie Mercedes’a klasy S w wersji Coupe ze znaczkiem 63 nie powinno stanowić dla Was najmniejszego problemu. Jeździ ich dość dużo. A… 560? Może widziałem ze dwie.
PS: Moją konfigurację Mercedes-Benz S 560 Coupe możecie znaleźć tutaj.












































