Volkswagen Amarok PanAmericana to pojazd, który sprawia wrażenie, jakby ktoś wziął typowego robotnika z budowy i wysłał go na kurs etykiety do Szwajcarii. Rezultat? Mamy klasycznego pickup, który potrafi przewieźć górę piachu i cementu, ale zrobi to w białych rękawiczkach. Może nie jest tak ekskluzywny jak Mercedes-Benz klasy X (test tutaj) ale ma swój styl i zapewnia spory komfort.
Niemcy chyba postanowili udowodnić, że pickup nie musi być brutalny i prymitywny. Można go przecież nauczyć dobrych manier, dać mu skórzane fotele i pokazać, jak się zachowuje w towarzystwie. Problem w tym, że czasami ta cała elegancja wygląda jak smoking na meczu rugby – efektownie, ale czy na pewno pasuje do otoczenia? Z Amarokiem spędziłem kilka dni i już wiem dużo na temat tego samochodu.
Look.
Volkswagen Amarok PanAmericana robi wrażenie już na pierwszy rzut oka. Masywny grill z charakterystycznym napisem „AMAROK”, agresywnie ukształtowane błotniki i nowoczesna linia nadają mu zdecydowanie bardziej miejski charakter niż typowym pickupom. Mój egzemplarz pomalowany był w kolorze Red Deep Metalik i w połączeniu z czarnymi akcentami sprawia, że samochód wygląda drogo i prestiżowo. Tego prestiżu zabrały nieco felgi, bo zamiast 20″ opcjonalnych obręczy „Bendigo” auto było wyposażone w bazowe 18″ czarne felgi o nazwie „Amadora” ale w sumie, dzięki temu wyglądał nieco bardziej rasowo i terenowo.
Z przodu dominuje LED-owa technologia – zarówno światła dzienne, jak i reflektory główne to diody, które świecą bardzo jasno i równomiernie. Tylne światła również wykorzystują technologię LED i tworzą charakterystyczną sygnaturę świetlną. Ogólnie Amarok wygląda znacznie bardziej „cywilnie” niż większość konkurentów (np. Isuzu D Max), co może być zaletą dla kierowców planujących używać go nie tylko na budowie ale również w mieście.
Wnętrze samochodu jak na pickupa jest bardzo komfortowe. Volkswagen Amarok PanAmericana ma na pokładzie skórzaną tapicerkę o nazwie Szary Hematyt (brązowo-szaro-czarną, dziwna kolorystyka ale w tej wersji innego wyboru nie ma), miękkie tworzywa sztuczne na desce rozdzielczej i wstawki z aluminium tworzą atmosferę bardziej pasującą do SUV-a niż do narzędzia pracy ale po przewaleniu tony ziemi fajnie wejść do nowoczesnego i wygodnego wnętrza.
Przednie fotele oferują doskonałe podparcie i wiele opcji regulacji, w tym elektryczne ustawienia z pamięcią pozycji. Tylne siedzenia są zaskakująco przestronne – bez problemu zmieszczą się tam dorośli pasażerowie na dłuższych trasach. Praktyczność jest na wysokim poziomie – mnóstwo schowków, uchwyty na napoje i gniazda USB we wszystkich strefach kabiny.
System infotainment oparty na 12-calowym ekranie dotykowym działa nieźle ale czasami potrzebuje czasu żeby załadować wybraną opcję. Nad tym można byłoby popracować bo u konkurencji wypada to lepiej. Podobnie jak nad szatą graficzną multimediów bo jest dość oldschoolowa. Na szczęście system obsługuje bezprzewodowo Apple CarPlay, więc można się posiłkować tym rozwiązaniem. Na pokładzie jest niezłe nagłośnienie z 10 głośnikami sygnowane logiem Harman Kardon. Aha, klasyczne zegary zostały zastapione ekranem o 12,3″ ale to już chyba standard w motoryzacji z 2025 roku.
Engine.
Pod maską PanAmericany pracuje 3-litrowy silnik V6 TDI pochodzący od Forda, generujący 240 KM i 600 Nm momentu obrotowego. To jednostka, która doskonale charakteryzuje charakter tego samochodu – ma sporo mocy, ale nie jest agresywna czy sportowa. Jest to jedyny silnik jaki można mieć w Amaroku. Bardzo się cieszę, że V6 została pod jego maską bo w dobie downsizeingu takie smaczki jak duży, sześciocylindrowy motor w układzie V to naprawdę rodzynek.
Moc przekazywana jest przez dziesięciobiegową automatyczna skrzynia biegów, która współpracuje z silnikiem bardzo harmonijnie. Przełączanie jest płynne i praktycznie niezauważalne. Przyspieszenie do 100 km/h zajmuje 8,8 sekundy, co jak na pickup o masie przekraczającej 2,3 tony jest całkiem dobrym wynikiem. Według producenta zużycie paliwa powinno oscylować w cyklu mieszanym w okolicy 10.3 litra na 100 km. Ja przejechałem samochodem 547 km i mój wynik w takim w cyklu to 9.6 l/100km. Chyba całkiem nieźle.
Jazda.
Volkswagen Amarok PanAmericana zaskakuje kulturą jazdy. Zawieszenie doskonale tłumi nierówności, a kabina jest bardzo dobrze wyciszona. To pickup, którym bez problemu można jeździć na co dzień, nie odczuwając typowego dla tego segmentu dyskomfortu. Może to też kwestia opon. Gdybyśmy założyli do Amaroka jakieś A/Tki to byłoby zdecydowanie głośniej.
System napędu 4MOTION z wieloma trybami jazdy (w tym terenowym) pozwala na pewne poruszanie się w różnych warunkach. Pokręciłem się trochę po bezdrożach i musze przyznać, że tryby terenowe bardzo fajnie zmieniają charakterystykę samochodu i w dużym stopniu poprawia trakcję na śliskich / luźnych powierzchniach. Jednak pamiętajcie, że to ciężki pickup a nie terenówka, więc nie szalałbym pełnym offroadem w jakimś ekstremalnym terenie.
Manewrowanie w mieście i na bezdrożach nie jest trudne jak można by się spodziewać. Systemy wspomagające parkowanie i kamera 360 stopni znacznie ułatwiają użytkowanie. Promień skrętu nie jest wprawdzie najlepszy, ale większość kierowców szybko się do tego przyzwyczai choć przy zawracaniu w wąskim miejscu trzeba będzie trochę pokręcić kierownicą.
Volkswagen Amarok dzieli platformę z Fordem Rangerem, którym jeździłem wielokrotnie (test tutaj i tutaj). Moim zdaniem Ford Ranger jest bardziej surowy i ukierunkowany na pracę, a w wersji Raptor również na mocniejszą jazdę terenową. Volkswagen Amarok stawia bardziej na komfort i delikatny „luksus”.
W kwestii jakości wykonania oba samochody stoją na podobnym poziomie, choć Amarok ma nieco bardziej premium materiały we wnętrzu. Ranger natomiast oferuje większą pojemność skrzyni ładunkowej i lepsze możliwości terenowe. Co ciekawe Rangera można kupić aż w sześciu wersjach silnikowych. Najsłabsze 2.0 EcoBlue z mocą 170 KM, nieco mocniejsze 2.0 EcoBlue Bi-Turbo z mocą 205 koni, hybrydę PHEV 2.3 Ecoboost o mocy 281 KM, diesla 3.0 V6 EcoBlue o mocy 240 KM (jak w Amaroku), diesla 2.0 EcoBlue Bi-Turbo o mocy 210 KM (Raptor) i benzynowe 3.0 V6 EcoBoost Twin-Turbo o mocy 292 KM (Raptor).
Jeśli chodzi o prowadzenie, Amarok jest bardziej może delikatnie bardziej komfortowy i cichszy, podczas gdy Ranger ma bardziej „pickup-owy” charakter. Wybór między nimi zależy głównie od priorytetów – ja z całym szacunkiem dla Amaroka wybrałbym Rangera ale tylko w wersji Raptor bo to zupełnie inny poziom pickupa zarówno od zwykłego Rangera, jak i od Amaroka.
Price.
Aktualnie Volkswagen Amarok dostępny jest w trzech wersjach wyposażenia. Najtańsza o nazwie Style startuje od 286 160 PLN. Za Amaroka w wersji PanAmericana musicie zapłacić od 307 475 PLN. Najdroższa jest wersja Aventura, która kosztuje od 330 083 PLN i poza tym co ma wersja PanAmericana ma dodatkowo tapicerkę skórzaną Savon, 20″ felgi, Sportsbar w kolorze nadwozia i stopnie boczne chromowane.
W wersji PanAmericana większość opcji wyposażenia jest w standardzie ale dodatkowo możecie dobrać:
– lakier metalizowany – 2830 PLN
– 20″ felgi – 3430 PLN
– ogrzewanie postojowe – 7750 PLN
– osłona dolna silnika – 910 PLN
– roleta paki – 8740 PLN
– srebrne relingi – 1140 PLN
… i to tyle. Reszta opcji jest już w standardzie wersji PanAmericana.
Jeśli chodzi o konkurencję, to Volkswagen Amarok ma obecnie mało rywali na rynku. Aktualnie nie można już kupić niegdyś popularnych pickupów jak Nissan Navara, czy Mitsubishi L200. Jedyna konkurencja to obecnie bliźniaczy Ford Ranger, którego cena w opcji z podwójną kabiną startuje od 155 821 PLN. Za wersję z silnikiem V6 TDI trzeba zapłacić od 256 257 PLN. Jeśli chodzi o Isuzu, to jego cena startuje od 190 588 PLN za wersję w wyposażeniu bazowym lub od 221 338 PLN za wersję najbardziej wypasiona o nazwie LSE. Kolejna opcja to KGM Musso. Jego cennik rozpoczyna się od kwoty 172 077 PLN za najsłabszą wersję wyposażenia a kończy na kwocie 199 137 PLN za najbogatsze Adventure Plus. Nie można zapominać także o kultowym Hilux od Toyoty. Podstawowa wersja Live kosztuje 194 463 PLN a wypasiona wersja GR Sport II to koszt 290 772 PLN. Z tego szybkiego porównania wynika, że VW Amarok to jedyny pickup na naszym rynku za którego dwie najwyższe wersje wyposażenia trzeba zapłacić ponad 300 000 PLN (nie liczę Raptora bo to inna liga).
To jak?
Volkswagen Amarok PanAmericana to pickup dla osób, które chcą mieć auto o możliwościach terenowych i transportowych, ale nie są gotowe rezygnować z komfortu. To samochód, który doskonale sprawdzi się jako jedyny pojazd w garażu szczególnie jeśli jego właściciel ma firmę budowlaną. Od poniedziałku do piątku służy jako komfortowy wół roboczy, w weekend może zabrać rodzinę na wyjazd, a przy okazji przewiezie motocykl, przyczepę lub zapuścić się w lekki teren.
Głównym minusem Amaroka jest jego cena. Za pieniądze, które trzeba zapłacić za wersję PanAmericana, można kupić bardzo dobrze wyposażonego Ford Rangera (i jeszcze zostanie górka na paliwo) lub dwie sztuki Isuzu D-Max ze średnim wyposażeniem.
Volkswagen na pewno stworzył samochód, który może konkurować z SUV-ami pod względem komfortu, zachowując jednocześnie praktyczność typową dla pickupów. Jednak odpowiedź na pytanie czy warto do tego komfortu dopłacać czy może jednak lepiej wybrać tańsze auto konkurencji to już zostawiam Wam, ale ja myśląc zdroworozsądkowo skierowałbym swój wzrok w stronę innych modeli pickupów.













































