Swój rynkowy debiut Skoda Kodiaq zaliczyła niecałe dwa lata temu w Berlinie, gdzie 1 września czeski producent zaprezentował nowy pomysł na dużego, rodzinnego i użytecznego SUVa. Oficjalna premiera miała miejsce miesiąc później podczas targów motoryzacyjnych w Paryżu. Od tego czasu sprzedaje się całkiem nieźle, bo wypatrzenie masywnego SUVa ze znaczkiem „skrzydlatej strzały” na masce nie stanowi najmniejszego problemu. Potwierdzają to również liczby, czyli prawie 54000 sprzedanych egzemplarzy Kodiaq’a w Europie.

skoda, skoda kodiaq, skoda kodiaq test,

Kanciasty

Samochód został zaprojektowany przez Jozefa Kabana i pod względem stylistycznym wpasowuje się idealnie do aktualnej linii estetycznej czeskiego producenta. Co ciekawe Kaban w ubiegłym roku odszedł ze stanowiska głównego projektanta Skody do… BMW, gdzie ma zastąpić Karim’a Habib’a. Ciekawe, czy w przyszłych modelach samochodów bawarskiej marki odnajdziemy jakieś pierwiastki designu czeskich aut. Zobaczymy.

Wracając do Kodiaq’a to z zewnątrz można dostrzec muskularne nadwozie z wieloma dynamicznymi i agresywnymi liniami, które nadają pokaźnej bryle samochodu lżejszego charakteru i jednocześnie podkreślając nowoczesny projekt karoserii. Zderzaki posiadają ciekawe przetłoczenia, a przez ich wysokie osadzenie wydają sie masywne.skoda, skoda kodiaq, skoda kodiaq test,

Przednie reflektory podobnie jak w Octavii (test RS245 znajdziecie tutaj) o ostrych liniach zostały przedzielone częścią karoserii. W Octavii strasznie mnie to razi ale w Kodiaqu nieźle to wygląda i pasuje do pozostałych elementów stylistycznych. Dopełnieniem zewnętrznego wyglądu auta były 19″ felgi Triglav.

Auto może nie powala awangardowym wzornictwem znanym z samochodów francuskich czy japońskich producentów ale trudno uznać to za wadę. Skoda ma trafiać do szerokiego grona odbiorów, dlatego lepiej stworzyć coś uniwersalnego niż krzykliwego.

Wnętrze

Wnętrze to prostota połączona z użytecznością. Wszystkie elementy zostały przemyślane i znajdują się dokładnie tam, gdzie będzie szukał ich kierowca. Jedyne co może razić to bardzo oldschoolowe zegary, które trochę nie pasują do nowoczesnej technologii zastosowanej na pokładzie Kodiaq’a, a muszę przyznać, że wyposażenie było bardzo bogate. Na szczęście w wersji poliftowej powinny zostać zastąpione przez duży wyświetlacz – wirtualny kokpit znany z innych samochodów grupy Volkswagena.

Na środku konsoli centralnej zalazł się duży dotykowy wyświetlacz (9,2″), który odpowiadał za obsługę systemów multimedialnych i nawigacji i… tutaj muszę wbić małą szpilkę w system nawigacyjny. Ok, całość działa dobrze, informacje wyświetlane są płynnie i czytelnie, fajną opcją jest rzut satelitarny z Google Maps, ale mimo, że auto opuściło fabrykę kilka miesięcy temu to w nawigacji brakowało kilku dróg.

I tak, lecąc trasą w stronę podwarszawskich Marek system nie wiedział o nowej trasie szybkiego ruchu i kierował nas starymi przejazdami. Pewnie można wykupić aktualizację ale w tym momencie musiałem posiłkować się nawigacją w telefonie. Niby nic strasznego ale wydając 3700 zł na nawigację fajnie jakby była aktualna, a jeśli ma połączenie LTE (była karta sim w aucie) i opiera swoje działanie na Google, to mogłaby się aktualizować w czasie rzeczywistym.

Poniżej nawigacji znajdują się przyciski do sterowania nawiewami, podgrzewaniem foteli, autoamtycznym parkowanie, kamerami i klimatyzacją. Rozwiązanie znane dobrze z grupy VW. Pod przyciskami umiejscowiona została wnęka – schowek a w nim miejsce do bezprzewodowego ładowania smartphone’ów. Rozwiązanie świetne i fajnie, że jest dostępne w Skodzie. Plusik.

W tunelu centralnym poza lewarkiem zmiany biegów automatycznej skrzyni DSG znalazły się również przyciski odpowiadające za kontrolę układu jezdnego, czyli system Driving Mode Select, gdzie możemy wybrać profil jazdy (ECO, Normal, Sport, Individual, Off-Road etc.), a także elektryczny hamulec ręczny i sterowanie ESP.

W myśl zasady Simply Clever w samochodzie mamy szereg użytecznych rozwiązań. Znajdziemy masę wygodnych i poręcznych schowków, uchwyty na zakupy w bagażniku, parasolki ukryte w drzwiach kierowcy i pasażera z przodu czy skrobaczkę do szyb ukrytą na wewnętrznej stronie klapki wlewu paliwa. Tak, ten zielony kawałeczek plastiku, o który pytaliście podczas mojej relacji na Insta Stories to właśnie skrobaczka. Sprytne i fajne. Brawo Skoda.

Bogato

Poza wspomnianym wyposażeniem na pokładzie testowanego Kodiaq’a było jeszcze wiele ciekawych opcji m.in.: elektrycznie odchylanych hak, Kessy Full (dostęp bezkluczykowy), zawieszenie adaptacyjne DOC, elektrycznie ogrzewana przednia szyba, aktywny tempomat (działa do 210 km/h), oświetlenie LED i Ambiente, pakiet Control Plus (zawiera asystenta parkowania, manewrów z przyczepą, system kamer 360), asystenta pasa ruchu i martwego pola, system nagłośnienia Canton (9 głośników, subwoofer, całość o mocy 575W – gra nieźle, ale do topowych audio jednak sporo brakuje), a także Travel Assist, czyli rozpoznawanie znaków. Działanie większości z nich pokazywałem w relacjach na Instagramie ale… do tego ostatniego systemu niestety można się przyczepić.

Pozostałe systemy asystujące spisują się bardzo dobrze i trudno mieć uwagi do ich działania, to niestety system rozpoznawania znaków jest do poprawki. W wielu miejscach w Warszawie (np. skrzyżowanie ul. Sobieskiego/Sikorskiego czy Puławska) system podpowiadał, że ograniczenie prędkości wynosi 100 km/h podczas, gdy faktyczne ograniczenie wynosiło 50km/h. Niby pierdołka, ale tłumaczenie „Panie Władzo, ale moja Skoda, mówiła, że mogę jechać 100 km/h…” raczej nie przejdzie. Uznałbym, to może za błąd danego egzemplarza samochodu ale w testowanej Octavii było identycznie.

Miejsca wewnątrz samochodu jest naprawdę dużo. Nawet wysokie osoby mogą podróżować wygodnie. Długie trasy nie powinny sprawdzić żadnego problemu, szczególnie, że w przypadku 5 osobowej wersji Kodiaq’a pasażerowie mają do dyspozycji bagażnik o pojemności aż 720 litrów. Zmieszą się wszystkie zabawki, piłki, wędki i inne rodzinne akcesoria, którymi będą mogły zająć się dzieci, żeby nie przeszkadzały podczas odpalania grilla.

skoda, skoda kodiaq, skoda kodiaq test,

Jazda

Testowany egzemplarz wyposażony był w najmocniejszy dostępny silnik w gamie Kodiaq’a, czyli dwulitrowego diesla o mocy 190 koni mechanicznych. Jednak mimo największej mocy, Skoda z tym silnikiem nie jest najszybszym egzemplarzem w gamie. Dwulitrowa jednostka diesla w połączeniu z automatyczną skrzynią DSG i napędem na cztery koła gwarantuje przyspieszenie do setki w 8.7 s, lepszy wynik osiąga Kodiaq ze słabszą o 10 koni ale benzynową jednostką 2.0 TSI, która rozpędza czeskiego SUVa do setki w 7.9s.

skoda, skoda kodiaq, skoda kodiaq test,

Jazda 190-konnym Kodiaq’iem jest całkiem przyjemna. Osiągi są wystarczające do sprawnego przemieszczania się po mieście a na trasie przy spokojnej jeździe samochód odwdzięczy się rozsądnym spalaniem na poziomie 5.7 l/100km. Po wjechaniu na trasę szybkiego ruchu wartość ta oczywiście wzrośnie ale 8.8 l/100km przy prędkościach w granicach 140 km/h to patrząc na kanciaste kształty i gabaryty nadwozia dobre osiągnięcie.




Dwusprzęgłowa skrzynia biegów DSG montowana w samochodach grupy VAG nigdy nie należała do moich ulubionych. Skrzynia zmienia biegi błyskawicznie ale przy redukcjach czasami bywa ospała. Trochę szkoda, bo dostępność potężnego momentu obrotowego – 400 Nm – w zakresie już od 1750 rpm do 3250 rpm przy szybszym działaniu skrzyni mógłby być lepiej wykorzystany. Skrzynia potrafi też czasami nieprzyjemnie szarpnąć, ale podobne doświadczenia miałem również w VW z tą samą przekładnią.

Podróżowanie umila także system aktywnych amortyzatorów DOC (lub jak kto woli DCC). Twardość amortyzatorów można dostosować do aktualnych warunków nawierzchni drogi i stylu jazdy. Różnice w ustawieniach może nie są tak spektakularnie wyczuwalne, jak np. w Arteonie (test tutaj) ale po wybraniu trybu Comfort wyraźnie czuć jak samochód zaczyna płynnie wybierać nierówności asfaltu. Jednak przy wyższych prędkościach warto wrócić do podstawowych ustawień, bo przy większym zagłębieniu drogi może wami zabujać jak na rollercoasterze. Dobrze skomponowane zawieszenie sprawia, że w zakrętach samochód prowadzi się bardzo pewnie i nie czuć przesadnego wychylania się nadwozia. Znając zachowanie innych SUV’ów jest to całkiem miłe zaskoczenie.

Jedyne co bym poprawił to układ kierowniczy, który moim zdaniem jest zbyt mało precyzyjny i trudno go wyczuć. Dlatego większość czasu spędziłem ustawiając samochód w trybie indywidualny, gdzie poza zawieszeniem ustawionym na normalne, resztę opcji odznaczyłem na tryb sportowy. Dzięki temu układ kierowniczy stawiał minimalnie większy opór i pozwalał na poczucie większej pewności za sterami Kodiaq’a.

Ile to kosztuje?

No właśnie, jak Kodiaq wygląda pod względem ceny. Za bazowy samochód w wersji Active z silnikiem 1.4 TSI o mocy 125 koni (manualna skrzynia, bez 4×4) musimy przygotować 92 400 zł, najmocniejsza wersja benzynowa to wydatek od 124 400 zł, jeśli chcemy silnik diesla to w wersji Active mamy jedynie 150 konną wersję z napędem 4×4 koła z manualna (120 900 zł) lub automatyczną skrzynią biegów (128 900 zł). Wersja 190 konna dostępna jest dopiero w pakiecie wyposażenia Ambition (142 850 zł). Testowany egzemplarz był w wersji Style, która startuje od 152 900 zł a z dodatkowym wyposażeniem został wyceniony na 198 950 zł. Tak, prawie dwieście tysięcy złotych za SUVa czeskiego producenta. Moim zdaniem dwieście tysięcy złotych za samochód niebędący reprezentantem klasy premium to dość dużo, ale z drugiej strony za te pieniądze otrzymujemy również wiele dobrego.

Skoda Kodiaq Style 2.0 TDI
duża ilość miejscarozwiązania simply clevernowoczesny design nadwoziawygodne zawieszenie DOCduża ilość użytecznych technologiikomfort podróżowaniaoptymalne zużycie paliwa
słabo działające rozpoznawanie znakówmało precyzyjny układ kierowniczydość wysoka cenaDSG mogłoby szybciej redukować biegi
61%Wynik ogólny
#carspotting_fame25%
#silnik68%
#skrzynia_biegów67%
#prowadzenie69%
#fun60%
#wygląd76%
Ocena czytelników 4 Głosów
77%