W ostatnich latach Mercedes sukcesywnie rozwija linię samochodów ze znaczkiem AMG. Pojawiła się seria 45 w klasie A i CLA, 43 w modelach takich, jak C czy E, a ostatnio na rynku zadebiutowały nowe AMG oznaczone liczbą 53. Testowałem już egzemplarz z tym oznaczeniem na klapie bagażnika. Był to Mercedes-AMG E53 w wersji Coupe. Auto było świetne, a test możecie przeczytać tutaj. Teraz w moje łapki wpadł Mercedes-AMG CLS 53.
Look.
W tekście o CLS’ie 450 pisałem, że po zobaczeniu pierwszych zdjęć nowej generacji CLS’a popukałem się w głowę, bo auto – szczególnie z tyłu – zupełnie mi się nie podobało. Jednak nowy CLS to jeden z tych samochodów, który zdecydowanie lepiej wygląda na żywo niż na fotografiach. Już wersja 450 z pakietem Edition 1 podczas spotkania face to face dawała radę ale AMG jest… u lala, prawdziwą petardą!
Agresywny przód z grillem podobnym do tego, który mogliśmy obserwować w przedliftowych wersjach AMG z oznaczeniem 63 (teraz mają grill Panamericana). Do tego satynowy spliter z dodatkami w tym samym kolorze. Świetna linia boczna czterodrzwiowego coupe z opadającym dachem, rzucającymi się w oczy progami i wspaniałymi bezramkowymi drzwiami, które absolutnie uwielbiam. No i oczywiście kontrowersyjna, ale coraz bardziej podobająca mi się tylna część auta.
W wersji AMG 53 z tyłu pojawił się ciekawy i dość duży dyfuzor (pewnie dobrze wyglądałby cały z włókna węglowego), przemodelowany zderzak, lotka na tylnej klapie (fajnie, że skromna a przesadnie ogromniasta, jak np. w GLC 63S) i cztery okrągłe końcówki układu wydechowego. Wyglądają świetnie i nadają zarówno lekkości, jak i agresywności tylnej części nadwozia.
Całość została okraszona genialnym kolorem lakieru (szarość grafitu metalik), który kosztuje 4912 zł brutto i moim zdaniem pasuje bardzo dobrze do lini CLS’a. W zależności od światła przechodzi od ciemnego szarego przez grafitowy do naprawdę ciemnego odcienia szarości, która wpada ostro w czerń. Jednak jakbym miał składać swój egzemplarz to postawiłbym na kolor czerwień hiacyntu metalik (6944 zł) lub szarość selenitu magno / matowy (15807 zł). Oba odcienie z palety Designo.
Samochód został postawiony na bardzo ciekawych 20″ czarnych felgach z polerowanym rantem, które w tym momencie są dostępne tylko w ramach kosztującego lekko ponad 60000 zł pakietu Edition 1. Ciekawe czy w przyszłości ten wzór felg będą normalnie dostępne w konfiguratorze, bo przecież pakiet Edition 1 dostępny jest tylko w pierwszym roku produkcji. Inne 20″ felgi o podobnym wzorze ale innej kolorystyce to wydatek 6210 zł brutto, a na standardowych 19″ wyjedziecie bez dodatkowej dopłaty. Na felgach zostały zamontowane opony w rozmiarze: przód – 245/35 i tył 275/30. Szkoda, że podczas testu samochód był już na zimowych komplecie opon, bo do wnętrza dochodziły pokaźne szumy, których źródłem były właśnie opony.
Na pokładzie.
Wnętrze Mercedes-AMG CLS 53 to klasa sama w sobie. Świetne materiały i wykończenie na bardzo wysokim poziomie. Wizualnie środek jest bliźniaczy do tego dostępnego w klasie E. Lubię ten nowoczesny styl i trudno byłoby mi się do czegoś przyczepić. Ale jak już bym miał marudzić to może chciałbym mieć na pokładzie system multimedialny MB UX, który dostępny jest już w nowej A klasie (test tutaj) no i… może jeszcze przydałoby się troszkę więcej miejsca.
Z przodu można usiąść bardzo wygodnie i nawet wysokie osoby będą czuły się komfortowo. Gorzej jest na tylnej kanapie, gdzie przez opadającą linię dachu osoby mające więcej niż 180 cm wzrostu będą elektryzować sobie włosy dotykając głową o podsufitkę. Niestety ale taki jest urok stylu coupe. W modelu CLA 45 miałem podobne obserwacje (test tutaj).
We wnętrzu pierwsze skrzypce gra pakiet Edition 1, który poza wspomnianymi wcześniej felgami obejmuje:
– obszytą skórą deskę rozdzielczą oraz górną część drzwi,
– podświetlane listwy progowe ze znaczkiem AMG
– fotel kierowcy regulowany elektrycznie z pamięcią,
– wykończenie wnętrza polerowanym włóknem węglowym.
Wielokonturowe fotele z pompowanymi boczkami – napełniają się np. podczas zakrętów – genialnie utrzymują kierowcę i są bardzo wygodne. W tym egzemplarzu wybrano skórzaną tapicerkę w czarnym kolorze o nazwie Coppert Art. Odcień skóry nappa idealnie pasuje do ciemnego środka, które dopełnia podsufitka również w kolorze czarnym. Trudno odmówić sportowego charakteru we wnętrzu Mercedes-AMG CLS 53. Carbon, czerń, idealnie.
Wspaniała jest również kierownica AMG Performance wykończoną skórą nappa z galwanizowanymi manetkami zmiany biegów. Kierownica jest niesamowicie wygodna. Została spłaszczona z dołu i delikatnie po bokach. Dzięki temu świetnie leży w dłoniach. Na kierownicy oczywiście pojawia się oznaczenie AMG i Edition 1.
No i nie można zapominać o tym co niesamowicie kocham, czyli topowym audio surround Burmester Hi-End 3D. Miałem już to nagłośnienie na pokładzie CLS 450 i podtrzymuje swoją opinie. Gra GENIALNIE i dodatkowo pięknie wygląda. Zestaw składa się z 23 hi-end’owych głośników, które generują 1450 watów. Dla porównania tańszy zestaw Burmester Surround-Soundsystem ma 10 głośników mniej i tylko 590 watów mocy.
Ukoronowaniem wnętrza jest analogowy zegarek umiejscowiony przy panelu klimatyzacji. Co ciekawe Mercedes-AMG CLS 53 jest jedynym modelem AMG poza topowymi 63’kami, który otrzymał zegarek sygnowany logiem IWC. Ma to bezpośredni związek z pakietem Edition 1 w CLS’ie – w wersji 450 z tym pakietem również był zegarek firmy IWC.
53. Drive
Pod maską Mercedes-AMG CLS 53 został umieszczony sześciocylindrowy rzędowy silnik o pojemności 3 litrów i mocy 435 koni. Podobnie jak w testowanych wcześniej CLS 450 i E 53 Coupe silnik został wyposażony w turbo i oparty na 48-woltowej instalacji elektrycznej kompresor. Dzięki takiemu rozwiązaniu kierowca może liczyć na dodatkowe 22 konie mechaniczne mocy i pokaźny zastrzyk momentu obrotowego w wysokości 250 Nm.
Technologia EQ Boost (mild hybrid) bo o niej mowa to nie tylko dodatkowa moc. System sprawia, że odpalanie silnika jest bardzo delikatne. Dzięki temu jazda z włączonym Start/Stop nie jest tak uciążliwa jak w innych samochodach. Silnik włącza się i wyłącza prawie niezauważalnie. EQ Boost również eliminuje turbo dziurę w niskim zakresie obrotów i umożliwia wyłączenie silnika podczas jazdy (tryb żeglowania).
Połączenie silnika spalinowego z EQ Boost sprawia, że Mercedes-AMG CLS 53 przyśpiesza do setki w 4.5s. To wynik całkiem niezły, jak na auto ważące niewiele – dokładnie 20 kg – poniżej dwóch ton. Ogólnie mam wrażenie, że Mercedes-AMG CLS 53 przyśpiesza trochę lepiej niż E 53. Może to tylko złudzenie ale takie miałem odczucie.
Dźwięk wydechu jest bardzo przyjemny. W trybie Sport+ można bez problemu posłuchać strzałów i innych ozdobników wydobywających się z rur wydechowych. Co prawda bardziej pasowała mi kultura pracy V6 montowanych np. w modelach AMG z oznaczeniem 43 (GLC 43 – test tutaj albo C43 test tutaj) ale i tak jest lepiej niż się spodziewałem i… ponownie mam wrażenie, że CLS brzmi minimalnie lepiej niż E 53.
Jeśli czytacie moje teksty i obserwujecie relacje na instagramie to często wspominam, że automatyczne skrzynie biegów Mercedesa to jedne z moich ulubionych przekładni. W tym przypadku nie jest inaczej. Dziewięciobiegowy automat AMG Speedshift TCT działa bardzo sprawnie i nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Podobnie jak do hamulców, siły i rozdziału mocy hamowania.
Zawieszenie pneumatyczne w Mercedes-AMG CLS 53 jest wystarczająco komfortowe, a układ kierowniczy bardzo precyzyjny, więc nie straszne będą Wam nierówności na miejskich drogach, długie trasy ani ciasne zakręty.
Co ciekawe spalanie w tym samochodzie było miłym zaskoczeniem. Przy delikatnym operowaniu gazem spokojnie byłem w stanie osiągnąć 10 l na 100 km w jeździe miejskiej. Przy normalnej jeździe wynik oscylował w granicach 14 litrów, a przy naprawdę dynamicznej spalanie wzrastało do 19 l/100 km.
Fajnym dodatkiem w systemie multimedialnym jest funkcja Track Pace. Dzięki niej na ekranie multimediów możemy obserwować w czasie rzeczywistym dane telemetryczne samochodu (wskaźników do analizy jest od groma), a także zmierzyć przyśpieszenie, hamowanie i rejestrować przejazd po torze. Do systemu wgranych jest kilka klasycznych pętli m.in. Nürburgring czy SPA, więc raczej na pewno nie ma Waszego ulubionego lokalnego toru ale to nie problem. Możecie go narysować odpalając specjalną opcję i przejeżdżając okrążenie testowe.
Jeśli zastanawiacie się nad zakupem CLS’a w wersji AMG ale chcecie poczekać bo liczycie na mocniejszą wersję 63 z V8 pod maską to niestety musze Was rozczarować. Mercedes-AMG CLS 53 będzie najmocniejszą wersją silnikową tego modelu.
CLS 450 vs AMG 53 w liczbach
Tak, jak wspomniałem testowany wcześniej model 450 (test tutaj) i AMG 53 posiadają identyczne trzylitrowe sześciocylindrowe rzędowe silniki. Różnią się przede wszystkim mocą bazową i zakresem obrotów, w którym maksymalna liczba koni i Nm jest osiągana.
W CLS 450 mamy do dyspozycji 367 koni (5500-6100 rpm) + dodatkowe 22 konie i 250 Nm generowane przez EQ Boost, a w modelu 53 kierowca ma do dyspozycji 435 koni (6100 rpm) + dodatkowe 22 (250 Nm) z EQ Boosta. Różnica może nie jest zbyt duża ale uwierzcie, że te 68 dodatkowych koni czuć i to bardzo. Chociaż… jeśli spojrzymy na suche dane to przepaści nie ma.
Wersja 450 przyśpiesza do setki w 4.8 sekundy, a model AMG skraca ten czas o zaledwie 0.3s. Podczas jazdy miałem wrażenie, że różnica jest dużo większa. Może ma to związek z małym przyrostem Nm i różnymi przedziałami obrotów silnika kiedy maksymalna ilość Nm jest osiągana? Wersja 450 ma równe 500 Nm w zakresie od 1600 do 4000 rpm), a w modelu 53 ich liczba wzrasta o 20 i jest osiągana w przedziale od 1800 do 5800 rpm.
Jeśli chodzi o pozostałe różnice liczbowe to model 53 jest cięższy o 40 kg (1940 vs 1980 kg) i teoretycznie ma… mniejszy bak. Do CLS 450 wlejecie 80 litrów paliwa (w tym 10 rezerwa) a w wersji 53 tylko 66 litrów (7 rezerwa). Ale… w darmowym pakiecie wyposażenia standardowego dedykowanego do 53’ki, który automatycznie zostanie dodany podczas konfiguracji otrzymujecie zwiększoną pojemność baku do 80 litrów. Model AMG ma również poszerzony rozstaw kół. Niestety nigdzie nie mogłem znaleźć informacji na temat dokładnej różnicy.
Koszt?
Ha! Tutaj robi się ciekawie! Podstawowa cena CLS w wersji 53 to wydatek 451 000 zł brutto. Testowy egzemplarz został dość ostro doposażony, a jeśli chodzi o ciekawsze opcje to na pokładzie znalazło się między innymi: ogrzewanie postojowe za 6887 zł, szklany dach 6351 zł, wyświetlacz head-up 5589 zł, widescreen cockpit 4799 zł, czterostrefowa klimatyzacja 3331 zł, najlepsze nagłośnienie surround Burmester High-end 3d za 27663 zł, pakiet Keyless 6831 zł, pakiet Edition 1 za 60 971 zł i system kamer 360 stopni za 8412 zł. Więc nie ma co się dziwić, że kwota za tą sztukę pięćdziesiątki trójki zatrzymała się na poziomie 507 636,56 zł netto, czyli 624 392,97 zł brutto.
Są to naprawdę pokaźne pieniądze i nie wiem, czy nie wolałbym za taką kasę kupić… AMG GT 43 4-Door Coupe 4matic. Jego cena startuje od 430 500 zł brutto (czyli 20500 zł mniej niż CLS53). Wiem, że AMG GT 43 mimo bliźniaczego trzylitrowego silnika będzie wolniejsze od Mercedes-AMG CLS 53 – 367 koni, 0-100 4.9s vs 435 koni, 0-100 4.5s – ale mimo wszytko wolałbym mieć dużo większe auto, które de facto jest rywalem Porsche Panamera niż nadmuchaną furę segmentu E.
A jeśli nie wystarczają Wam osiągi 43’ki to w cenie tego egzemplarza CLS 53 możecie kupić wyższy model AMG GT, czyli 53 4matic+. Jego cena startuje od 530 000 zł brutto, więc i tak zostanie wam prawie 100000 zł na dodatkowe opcje, a osiągi ma identyczne jak CLS (435 koni i 4.5 sekundy do setki).
Jasne, zdaję sobie sprawę, że testowa sztuka Mercedes-AMG CLS 53 została naprawdę bardzo bogato skonfigurowana i w prawdziwym życiu mało kto weźmie tak wypasioną wersję ale serio, nie wyobrażam sobie kupienia CLS jak za podobne pieniądze można mieć GT 4-Door’a. Szczególnie, że użyteczność Mercedes-AMG CLS 53 – np. z tyłu ciężko będzie przewieźć osoby o wzroście powyżej 175 cm – jest średnia, więc równie dobrze można kupić tańsze i dużo ładniejsze E53 w wersji Coupe.
Mimo wysokiej ceny Mercedes-AMG CLS 53 to naprawdę bardzo fajny samochód z ciekawą stylistyką podkręconą przez AMG, z bardzo dobrą jednostką napędową, świetnym prowadzeniem i fenomenalnym napędem na cztery koła 4matic+. Więc, jeśli jest to dla Was najpiękniejszy samochód z lini Mercedes’a to biegnijcie do salonów, a napewno będziecie zadowoleni.
PS: jak zawsze backstage z testu, szybkie przemyślenia, jazda point of view i inne duperelki znajdziecie na moim instagramowym koncie w zapisanych relacjach. Jeśli jeszcze nie obserwujecie to serio nie wiem na co czekacie… klik, klik! ;)





























