Był rok 1968, kiedy Ford pokazał światu auto, które miało być sportowym coupe dostępnym dla ludzi, których nie było stać na rasowe aut sportowe… Pierwsza generacja Ford Capri zadebiutowała w 1968 roku i od razu zdobyła serca wielu kierowców. Długa maska, krótki tył, głęboko osadzone miejsce kierowcy i obietnica, że jazda do pracy może być przygodą. Chociaż najczęściej była po prostu jazdą do pracy, tylko… z lepszym nastrojem bo kierowca patrzył na świat zza kierownicy europejskiego Mustanga.
Capri szybko stało się czymś więcej niż samochodem. Było plakatem na ścianie pokoju, tematem rozmów na podwórku i marzeniem kogoś, kto jeszcze nie miał prawa jazdy. Dobrze o tym wiem, bo w latach 90-tych znajomy moich rodziców jeździł właśnie Capri trzeciej generacji i zakochałem się w tym samochodzie.
Ford Capri nie był tylko samochodem dla entuzjastów motoryzacji. Wiele egzemplarzy zdobywało znaczące sukcesy w wyścigach i rajdach. Były też wersje bardziej sportowe jak RS2600 czy RS3100, więc nikt nie mógł powiedzieć, że to tylko dobrze wyglądający kawałek metalu na czterech kołach. Pod maską pracowały silniki, które słychać było z drugiego końca ulicy, a kierowca czuł się trochę jak John Wayne ścigający przestępców po ulicach Londynu w żółtym Capri 3000 GT MkII w filmie „Branningan” z 1975 roku.
Potem przyszedł koniec. Ford zakończył produkcję Capri w 1986 roku. Zostały zdjęcia, wspomnienia i egzemplarze, które do dziś pojawiają się na zlotach, a ich właściciele opowiadają o nich z czułością, jakiej nie okazuje się żadnej innej rzeczy z blachy.
I nagle, po prawie czterdziestu latach, Ford mówi: wracamy. Tylko że tym razem nie ma V6, nie ma długiej maski, nie ma nawet dwóch drzwi. Jest elektryczny SUV z opadającą linią dachu i akumulatorem pod podłogą. Fani oczywiście zareagowali tak, jak reagują fani: oburzeniem, westchnieniem i tysiącami komentarzy w internecie. Ja też byłem w szoku, bo jak można ochrzcić elektrycznego SUV’a tą kultową nazwą.
Ale Ford, który najwyraźniej też czyta komentarze, wymyślił coś na uspokojenie nastrojów. Wersja Collection ma być ukłonem w stronę przeszłości. Czy to wystarczy, żeby nowe Capri zasłużyło na swoje imię?
Czym właściwie jest nowe Capri?
Zacznijmy od niewygodnej prawdy. Nowe Capri jest elektrycznym SUV-em zbudowanym na platformie MEB koncernu Volkswagena, tej samej, na której powstały auta takie jak VW ID.3, ID.4, Cupra Born, Audi Q4 e-tron czy Skoda Enyaq.
Części z ID.4 są bardzo widoczne. Kierownica. Małe, wirtualne zegary. Przełącznik zmiany biegów itd. Ta współpraca z VW mnie troche boli bo bardzo polubiłem Ford Mustang Mach-E (test tutaj i tutaj) i uważam, że elektryczne Fordy jak Explorer (test tutaj) czy właśnie Capri byłyby lepsze gdyby zrobili je sami, tak, jak Mach-E.
Czy w nowym Capri jest dużo nawiązań do klasycznego modelu? Brytyjski dziennikarz pisząc o nowym Capri ujął to dyplomatycznie: auto ma profil podniesionego sedana ze skośnym tyłem dachu i trochę sportowości, a nawiązania do pierwowzoru widać, jeśli się przymrużyć oczy. Przymrużyć mocno. W sumie się z tym zgadzam.
Look.
Wersja Collection to przede wszystkim Ford Capri podkręcony wizualnie. Pierwsze co rzuca się w oczy to lakier. Genialny odcień Tribute Blue, który nie jest dostępny dla żadnej innej wersji i ma przepiękny odcień przygaszonego niebieskiego. Do tego czarne dodatki, lotki, dokładki i wyraźny tylny spojler. Całośc uzupełnia unikatowy wzór 21-calowych felg i opcjonalne czarne pasy biegnące maskę i przez dach. Mój egzemplarz je miał i trzeba przyznać, że dodają dużo charakteru. Ta kombinacja ma przywoływać barwy z wyścigowych Capri z lat 70.
I to działa. Nawet po kilku dniach testu wciąż patrzyłem na auto z przyjemnością i zastanawiałem się, jak Fordowi się to udało. Zmienić zwykłe Capri w fajne Capri. Capri, które w sumie nawet mógłbym mieć bo wygląda świetnie!
Trochę szkoda, że wersja Collection, która jest limitowana nie ma numeracji. Byłoby fajnie gdyby w środku pojawiła się plakietka z numerem egzemplarza. Dodawałoby to unikatowości ale Ford nie podaje liczby egzemplarzy jaką ma zamiar wyprodukować, więc stworzenie takiego „certyfikatu” byłoby trudne.. Jak już jesteśmy przy wnętrzu to trzeba się mu dokładnie przyjżeć.
Kabina Ford Capri Collection to przede wszystkim czerń. Dużooo czerni. Fotele, podsufitka, deska rozdzielcza. Tapicerka częściowo skórzana ze skóry eko Sensico i tkaniny Twintrack. Wszystko czarne. Króluje Black Onyx. Wygląda to fajnie i sportowo. Jedynymi akcentami kolorystycznymi są granatowe pasy bezpieczeństwa (mój ulubiony detal – lubię kolorowe pasy), obszycia foteli i czarno-niebieskie grafiki z efektem plamek na części elementów deski rozdzielczej. Fotele mają szare, pionowe pasy, nawiązujące do zewnętrznych grafik. Wyglada to bardzo dobrze.
W standardzie dostajemy m.in. sportowe fotele ze zintegrowanymi zagłówkami, 14,6-calowy, pionowy ekran, elektrycznie regulowany fotel kierowcy z pamięcią i elektrycznie otwieraną klapę bagażnika.
Jesli chodzi o przestrzeń to Ford Capri zaskoczył mnie na plus. Sam mam około 183 cm wzrostu i muszę przyznać, że z przodu i z tyłu siedziało mi się zaskakująco komfortowo. Z tyłu jest sporo miejsca na nogi, a mimo opadającej linii dachu również nad głową. Bagażnik ma pojemność 567 litrów (1505 po złożeniu kanapy). Jest również funkcjonalny bo ma podwójną podłogę, kieszonki po bokach, haczyki, gniazdo 12V i klasyczne gniazdko do ładowania sprzętów w bagazniku.
Jest też wyposażenie dla gadżeciaży: niezłe audio, ambientowe oświetlenie, pakiet asystentów, head-up display i kamera 360 stopni, która według mnie ma całkiem dobry obraz. Ciekawą funkcją jest asystent rozpoznawania świateł (czasami się mylił, ale może być pomocny jak za blisko podjedziecie do świateł i nie będziecie widzieli sygnalizatora). Dobrze działa aktywny asystent jazdy, który potrafi dyskretnie zwalniać w zależności od ruchu przed autem.
To co może irytować to tylko dwa przyciski do otwierania okien – znowu zapożyczenie z grupy VAG. Żeby opuścić tylne szyby, trzeba wcześniej przełączyć się dotykowym guzikiem „Rear”. Nie ma też zadnego sposobu, żeby dokupić tylną wycieraczkę, mimo że okno jest spore i mocno się brudzi. Czy to małe drobiazgi? Tak. Ale to z drobiazgów zbudowane są samochody.
Drive.
Bazowa wersja Ford Capri Collection ma silnik o mocy 286 KM i 545 Nm, a sprint do 100 km/h trwa 6.4 sekundy. Napęd jest przenoszony na tył. Producent podaje zasięg do 602 km. Ładowanie z 10 do 80 proc. ma zająć około 29 minut. Nieco ponad 6 sekund do setki to wynik, który w 1975 roku uchodziłby za wystrzałowy, dziś jest po prostu wystarczający.
Wersja AWD, którą testowałem to ta przy której zaczyna się zabawa. 340 KM, ponad dwie tony masy i prędkość maksymalna ograniczona do 180 km/h. Ma dwa silniki. Przyśpieszenie do setki 5.3s. Maksymalny moment obrotowy wynosi 679 Nm. Auto ładuje się od 10 do 80% w 27 minut. Ma o 2 kW mniejsza baterię, niż wersja RWD i zasięg, który wynosi około 551 km. Realnie zrobicie spokojnie około 440 km. Mi przy przełączeniu myślenia w tryb eko udało się zejść do około 12.2 kWh/100km, a to oznacza, że przy takim stylu jazdy przejechałbym około 630 km.
To co od razu poczujecie po przejechani kilku kilometrów za kierownicą Ford Capri Collection to przede wszystkim komfort. Jazda jest bardzo przyjemna i miękką. Na autostradach i codziennym pokonywaniu miejskich nierówności to mega zaleta ale przy szybszym pokonywaniu ulubionego zakrętu czuć, że komfortowe zestrojenie zawieszenia zaczyna się mocno uginać. Mimo, że pod prawa nogą mamy dostęp do 340 KM, Ford Capri Collection nie jest sportowym narzędziem do zabawy, chociaż bez wątpienia tak wygląda. Dla mnie jest to super wygodny wóż do codziennej jazdy i tak bym go klasyfikował.
Układ kierowniczy jest również miękki i niezbyt precyzyjny. To dziwne bo marka Ford zawsze słyneła z super precyzyjnych układów kierowania. Zakłada, że to wpływ budowy samochod na podzespołach VW.
Do dyspozycji kierowca ma tryby jazdy: Eco, Normal, Sport, Traction i Individual. Rekuperacja jest automatyczna i dostosowuje się do ruchu przed autem oraz do nachylenia drogi. Brakuje natomiast łopatek przy kierownicy, żeby regulować jej siłę. Jedyne rozwiązanie to przełączenie dźwigni na B, wtedy mamy bardzo mocne odzyskiwanie energii.
Po kilku dniach za kierownicą Ford Capri Collection musze przyznać, że auto zdobyło moją sympatię, mimo kontrowersji wokół nazwy.
Price?
Cennik Ford Capri Collection startuje od 246 250 zł. Za tą kwotę otrzymacie auto w wersji z napędem na tylną oś. Jeśli chcecie wersję AWD to musicie dodać 20 000 zł więcej. Obecnie obie wersje sa w promocji i zapłacicie za nie odpowiednio za 211 250 zł i 231 250 zł.
Z ciekawych opcji możeicie dokupić:
– Pakiet Driver Assistance – 8900 zł
– System audio B&O – 2500 zł
– pompa ciepła – 7000 zł
– składany hak – 5000 zł
– Pakiet Travel – 1200 zł
Czyli za 265 000 możecie mieć Ford Capri Collection w wersji AWD wyposażony we wszystko co oferuje producent.
To jak?
Ford Capri Collection to samochód dla kogoś, kto lubi, kiedy znajomi pytają: “co to za niebieski Ford?”, i ceni sobie komfort rodzinnego elektryka bardziej niż rajdowy przejazd po Karowej. To nie jest następca legendy. To elektryczny SUV w mundurze nawiązującym do klasyki lat 70., ale trzeba przyznać, że Capri Collection nosi ten mundur z klasą.
A czy duch oryginału przetrwał? Jeśli szukacie go w dźwięku silnika, to nie. Jeśli w uśmiechu, który pojawia się na twarzy, kiedy patrzycie na ten niebieski lakier, to jest go całkiem sporo.
Galeria x Ford Capri Collection



































